ASCII
Spis treści
Redakcja

Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia życzy Redakcja

Sprawozdanie z posiedzenia Senatu

Senat na posiedzeniu w dniu 12 listopada 1997 roku przedyskutował i zatwierdził dokument precyzujący politykę europejską Uczelni w związku z wnioskiem o kontrakt instytucjonalny w ramach programu SOKRATES-ERAZMUS.
Senat przed zatwierdzeniem umowy w ramach programu SOKRATES-ERAZMUS zapoznał się z ustalonymi gwarancjami i zobowiązaniami, jakie podpisując aplikacje bierze na siebie Rektor i Uczelnia.
Są one następujące:

  1. wszystkie informacje zawarte w aplikacji do kontraktu instytucjonalnego w ramach programu SOKRATES-ERAZMUS są prawdziwe,
  2. pisemne umowy dwustronne z wszystkimi instytucjami zostały podpisane,
  3. od żadnego ze studentów zagranicznych, którzy przyjadą do Uczelni w ramach programu SOKRATES-ERAZMUS, nie będzie wymagana opłata za studia,
  4. Uczelnia zobowiązuje się do pełnego akademickiego uznania wyników naszych studentów, którzy z powodzeniem zrealizują uzgodniony program studiów w uniwersytecie zagranicznym. Uznanie wyników będzie respektowane obustronnie.
Powyższy program Senat zatwierdził jednogłośnie, uznając go za korzystną formę pogłębiania współpracy międzynarodowej w szkolnictwie wyższym.
Dyskusja dotyczyła jedynie szczegółów formalnego zaliczenia programów realizowanych dwustronnie.
W kolejnym punkcie programu posiedzenia Senatu znalazły się również sprawy dydaktyki dotyczące wymiaru pensum dydaktycznego dla poszczególnych stanowisk i warunków jego obniżania. Sprawy te zostały przesunięte na następne posiedzenie Senatu z przyczyn formalnych i konieczności uzupełnienia danych o skutkach finansowych projektowanych zmian.

W wolnych wnioskach Rektor poinformował członków Senatu o sytuacji związanej z protestami solidarnościowymi anestezjologów w naszej Uczelni, w której na prośbę JM Rektora zrezygnowano z formy głodowego protestu.

prof. Janina Suchorzewska

Senat AM w Gdańsku ocenił działalność władz Uczelni w roku 1996/97

W dniu 21 października br. odbyło się posiedzenie Senatu AMG, na którym oceniono działalność władz Uczelni oraz zatwierdzono sprawozdanie z działalności Akademii Medycznej w Gdańsku w roku 1996/97.
Posiedzenie Senatu otworzył Rektor AMG prof. Zdzisław Wajda przekazując prowadzenie obrad w części dotyczącej rocznego sprawozdania władz Uczelni seniorowi Senatu, prof. Tadeuszowi Korzonowi.
Po przyjęciu przez Senat porządku dziennego obrad władze Uczelni przedstawiły sprawozdanie z rocznej działalności. Ponieważ sprawozdanie z działalności Uczelni w 1996/97 roku przedstawił Rektor podczas inauguracji bieżącego roku akademickiego oraz ogłoszono je drukiem w październikowym numerze Gazety AMG, jest ono ogólnie dostępne a zainteresowanym znane, postanowiono na wniosek Rektora wysłuchać szczegółowych sprawozdań: Prorektora ds. Nauki - prof. Jerzego Krechniaka, Prorektora ds. Dydaktycznych - prof. Zenona Aleksandrowicza, Prorektora ds. Klinicznych - prof. Czesława Barana, Dziekana Wydziału Lekarskiego - prof. Janusza Galińskiego, Dziekana Wydziału Farmaceutycznego - prof. Piotra Szefera, Dziekana Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii Akademii Medycznej w Gdańsku i Uniwersytetu Gdańskiego - prof. Wiesława Makarewicza oraz sprawozdanie Dyrektora AMG - dr. Sławomira Bautembacha z działalności administracji Uczelni.
W czasie ożywionej dyskusji nad sprawozdaniami, w której 21-krotnie zabierali głos członkowie Senatu, również Rektor prof. Zdzisław Wajda zabrał głos ustosunkowując się do poruszanych problemów, wyjaśniał intencje władz Uczelni w podejmowanych decyzjach oraz zwracał uwagę na nowe, trudne zadania, przed którymi staje nasza Uczelnia - między innymi dotyczy to przejmowania szpitali klinicznych przez AMG.
Po dyskusji odbyło się głosowanie nad przyjęciem rocznego sprawozdania z działalności AMG oraz oceną działalności władz Uczelni. W głosowaniu, w którym wzięło udział 22. obecnych i uprawnionych do głosowania członków Senatu, Senat jednogłośnie pozytywnie ocenił działalność władz Uczelni oraz zatwierdził roczne sprawozdanie z działalności Akademii Medycznej w Gdańsku w roku 1996/97.
Senat uchwalił następujące wnioski do realizacji przez władze Uczelni w nowym roku akademickim:

  1. władze Uczelni upoważnia się do wygospodarowania środków finansowych stwarzających możliwość przyjęcia na studia doktoranckie wszystkich bardzo dobrych i dobrych kandydatów z zachowaniem konkursu,
  2. powołać naczelnego epidemiologa Państwowych Szpitali Klinicznych podległego Rektorowi i Senatowi,
  3. przeprowadzać analizę niezbędności zlecania godzin dydaktycznych poza Akademię Medyczną. Godziny te mogą być wykorzystane do poprawy zarobków pracowników Uczelni i Państwowych Szpitali Klinicznych lub stanu funduszu doktoranckiego,
  4. przeanalizować możliwości rozpoczęcia na obu wydziałach Uczelni odpłatnych studiów:
Sprawę wniosku zgłoszonego w czasie posiedzenia Senatu, powołania Wydziału Biologii Medycznej (lub Medycyny Laboratoryjnej) postanowiono przekazać na kolejne posiedzenie Senatu, a sprawę oceny kierowników Katedr i Zakładów pod względem ich udziału w kształceniu młodej kadry naukowej, szczególnie doktorów habilitowanych, postanowiono przekazać do odpowiedniej Komisji Senackiej.

prof. Tadeusz Korzon

Uchwała Senatu z dnia 24 listopada 1997 r.

Wymiar pensum dydaktycznego dla poszczególnych stanowisk, warunki jego obniżania oraz zasady obliczania godzin dydaktycznych w roku akademickim 1997/98

  1. Wymiar pensum dydaktycznego:
  2. Zasady ustalania godzin obliczeniowych:
    1. 45 minut według ustalonego planu zajęć stanowi jedną godzinę obliczeniową.
    2. Jedna godzina zajęć przy sekcjach zwłok stanowi 1,5 godziny obliczeniowej.
    3. Nauczycielom akademickim uprawnionym przez dziekana zalicza się do pensum dydaktycznego 10 godzin obliczeniowych rocznie* za każdą egzaminowaną grupę 50 studentów (*zalicza się raz, niezależnie od ilości terminów egzaminacyjnych).
    4. Do pensum dydaktycznego wlicza się za ukończone prace magisterskie*: eksperymentalne - 65 godzin obliczeniowych (kierownik 25 godz., opiekun 40 godz.), poglądowe - 45 godzin (kierownik 20, opiekun 25 godzin) (*dotyczy prac studentów Wydz. Farmaceutycznego i Biotechnologii).
    5. Nauczycielowi akademickiemu sprawującemu opiekę nad studentami studiującymi wg indywidualnego toku studiów zalicza się do pensum 10 godzin obliczeniowych rocznie za każdego studenta*. (*dotyczy Wydz. Biotechnologii).
    6. Nauczycielowi sprawującemu opiekę nad kołem naukowym studentów zalicza się z tego tytułu 10 godzin obliczeniowych rocznie.
    7. Nauczycielowi akademickiemu prowadzącemu na Studium Doktoranckim zajęcia (seminaria), za które nie otrzymał wynagrodzenia, zalicza się do pensum maksymalnie 20 godzin obliczeniowych.
  3. Warunki obniżania pensum dydaktycznego:
    1. Z tytułu wieku dla pracowników samodzielnych:
      • do 80 godzin pensum po 65 roku życia.
    2. Z tytułu pełnienia funkcji :
      • rektor, prorektor, dziekan - nie więcej niż o 50 godzin,
      • prodziekan, dyrektor instytutu - nie więcej niż o 30 godzin.
Wszystkie obniżania pensum z wyjątkiem obniżania dla rektora udzielane są przez rektora na wniosek zainteresowanego, zaopiniowane przez dziekana. Obniżenie pensum jest udzielane wyłącznie na okres jednego roku akademickiego. Obniżania pensum przysługują wyłącznie pracownikom zatrudnionym w pełnym wymiarze czasu pracy. Pracownikowi przysługuje obniżenie pensum tylko z jednego tytułu. Korzystającym z obniżenia pensum dydaktycznego nie przysługuje wynagrodzenie za godziny ponadwymiarowe.
Obciążenie dydaktyczne poszczególnych Wydziałów dostarczają dziekanaty do działu dydaktyki w terminie do 15 listopada br. Informacje o planowanym pensum, godzinach ponadwymiarowych oraz zleconych należy złożyć w dziale dydaktyki w terminie do 30 listopada br. W razie nieobecności nauczyciela akademickiego zaplanowane godziny ponadwymiarowe oraz część obowiązującego pensum można zlecić innemu pracownikowi do wykonania za wynagrodzeniem. Sprawozdanie z wykonania pensum oraz rozliczenia godzin ponadwymiarowych winno nastąpić w terminie ostatecznym do 30 czerwca 1998 r.
Stawki wynagrodzenia za godziny ponadwymiarowe określone w Rozporządzeniu Ministra Edukacji Narodowej są odpowiednio stosowane do wynagrodzeń za godziny zlecone. Za prowadzenie zajęć dydaktycznych ze studentami przez lekarzy zatrudnionych na etacie szpitala klinicznego oraz w ZOZ-ach lekarze otrzymują za 24 godziny wypracowane w miesiącu 100% stawki godzinowej, za następne godziny 50% stawki.
Wynagrodzenie za pracę w godzinach ponadwymiarowych wypłaca się raz w roku po zakończeniu i rozliczeniu zajęć dydaktycznych. Warunkiem wcześniejszej wypłaty wynagrodzenia jest wykonanie pensum dydaktycznego po akceptacji przez dziekana.

Zmarła mgr fil. Zofia SIKORA

W dniu 6 listopada 1997 r. zmarła mgr fil. Zofia SIKORA
emerytowany, wieloletni lektor języka francuskiego Studium Praktycznej Nauki Języków Obcych, zasłużony dydaktyk o głębokiej wiedzy i doświadczeniu w zakresie metodyki nauczania, autor skryptów i podręcznika języka francuskiego dla studentów medycyny.

Zmarł mgr Stanisław CHOLEWA

Dnia 17 listopada 1997 r. zmarł mgr Stanisław CHOLEWA
adwokat, emerytowany radca prawny Akademii Medycznej w Gdańsku. Człowiek szlachetny, o ogromnej wiedzy prawniczej, który z zaangażowaniem służył Uczelni przez szereg lat.

Zmarła prof. dr hab. med. Zofia MAJEWSKA

Dnia 19 listopada 1997 r. zmarła prof. dr hab. med. Zofia MAJEWSKA
doktor honoris causa AM w Gdańsku, wychowawca kilku pokoleń neurologów, twórca szkoły neurologii dziecięcej w Gdańsku. Poświęciła całe życie medycynie, zwłaszcza neurologii, zawsze działając dla dobra chorych, a szczególnie ukochanych przez Nią dzieci. Była wybitnym klinicystą, wymagającym dydaktykiem, naukowcem o szczególnych umiejętnościach dostrzegania nowych objawów i zjawisk w medycynie. Jako jedna z pierwszych doceniła rolę rehabilitacji w usprawnianiu dzieci. Integrowała całe środowisko neurologów i potrafiła podejmować najtrudniejsze działania organizacyjne. Była aktywnym członkiem wielu towarzystw naukowych krajowych i zagranicznych, otrzymała wysokie odznaczenia państwowe, resortowe oraz lokalne.
Zachowamy Ją na zawsze w naszej wdzięcznej pamięci.

Dyplomatorium w 50-lecie Wydziału Farmaceutycznego

PRZEMÓWIENIE DZIEKANA PROF. PIOTRA SZEFERA
Panie Rektorze, Wysoka Rado,
Drodzy Absolwenci,
Szanowni Państwo.

Wybór kierunku studiów jest z pewnością jedną z fundamentalnych decyzji życiowych i tę decyzję podjęliście Państwo przed pięciu laty. Teraz stoicie przed, albo już podjęliście równie ważną decyzję, dotyczącą wyboru miejsca pracy. Upoważniają Was do tego dyplomy, które dzisiaj otrzymacie.
Przeżyliście lata wypełnione wytężoną, systematyczną pracą w czasie licznych zajęć teoretycznych i praktycznych w murach tej Uczelni. Towarzyszyły Wam z pewnością trudne chwile słabości i zwątpienia, które jednak zdołaliście przezwyciężyć. Ale były to także w pewnym sensie lata beztroskie, należące już choćby z racji wieku do najpiękniejszych w Waszym życiu, chociaż o tym będziecie się mogli przekonać później, z większej perspektywy czasu. Były to lata, w których kształtuje się osobowość, charakter młodego człowieka, w czym, mam nadzieję, jest jakiś nasz, nauczycielski udział.
Wspólnymi siłami staraliśmy się jak najlepiej przysposobić Państwa do zawodu farmaceuty. Myślę, że zdobyte wiadomości i umiejętności praktyczne dają Wam staranne i wszechstronne przygotowanie do pracy nie tylko w aptekach. A rynek pracy jest obecnie dla naszego zawodu bardzo chłonny i atrakcyjny, można by rzec, hojny. Otrzymaliście Państwo wykształcenie akademickie, uniwersyteckie, i już choćby dlatego nie powinniście uważać, że z chwilą ukończenia studiów nastąpił kres Waszej dalszej edukacji.
Rozwój nauki i techniki, w tym również nauk farmaceutycznych, stwarza konieczność ciągłego uzupełniania wiedzy. Dokształcanie się jest dzisiaj standardem, niezależnie od tego, czy zostaniecie asystentami na uczelni, pracownikami aptek, laboratoriów czy też innych zakładów i instytucji. Przed Wami konieczność zdobywania specjalizacji zawodowych.
Aby dotrzymać kroku gwałtownemu, dynamicznemu postępowi w farmacji pomocną będzie przynależność, podkreślam czynna, aktywna przynależność do Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego. Dla pracujących w aptekach nieodzowna będzie przynależność do Izby Aptekarskiej.
Nie zapominajcie jednak o Waszej Alma Mater, o Uczelnii, której jesteście absolwentami. Tu będziecie zawsze mile widziani. Dyplom magistra farmacji otwiera przed Wami również inną możliwość, możliwość pogłębienia i doskonalenia swojej wiedzy oraz rozwoju naukowego na drodze przeprowadzenia przewodu doktorskiego i na dalszym etapie - przewodu habilitacyjnego.
Mimo że atrakcyjność takiego wyboru na dzień dzisiejszy nie jest zbyt wielka ze względów finansowych, to jednak chciałbym powiedzieć, że praca naukowa może dać wiele satysfakcji. Status materialny nauczycieli akademickich może się zmienić, zmienić jak diametralnie zmienił się prestiż zawodowy farmaceuty, który do niedawna uchodził za, oględnie mówiąc, przeciętny.
Z satysfakcją odnotowujemy wzrost pozycji farmaceuty na rynku pracy, wreszcie współmierny, korespondujący z trudnym i specyficznym charakterem studiów farmaceutycznych oraz nieprzeciętną odpowiedzialnością zawodową.

Moi Drodzy,
Dzisiejsza uroczystość jest wyjątkowym wydarzeniem, bowiem zbiega się z 1000-leciem miasta Gdańska oraz jubileuszem Wydziału Farmaceutycznego AMG. Przed 50. laty, tj. 4 maja 1947 r. odbyła się uroczysta inauguracja połączona z immatrykulacją oraz formalne zatwierdzenie Wydziału. Zmusza to do refleksji i stwarza potrzebę dokonania podsumowania. Pozwolę sobie zatem na przedstawienie kilku istotnych faktów i liczb, abyście Państwo mieli poczucie dumy i satysfakcji, iż jesteście absolwentami tego Wydziału.
W ciągu mijającego 50-lecia mury naszego Wydziału opuściło ok. 3900 magistrów farmacji. Przeprowadzono 178 przewodów doktorskich oraz 44 habilitacyjne. Na wniosek Rady Wydziału Farmaceutycznego Senat AMG nadał dwa doktoraty honorowe.
Do najważniejszych wydarzeń w dziejach Wydziału Farmaceutycznego AMG można zaliczyć oddanie do użytku nowego budynku w 1966 r., utworzenie w 1984 r. Biblioteki Wydziałowej, otwarcie w 1994 r. Apteki Akademii Medycznej oraz powołanie w br. akademickim Ośrodka Szkolenia Podyplomowego i Szkoleniowej Pracowni Komputerowej.
Nasz Wydział poszczycić się może intensywną współpracą naukowo-badawczą z jednostkami uniwersyteckimi oraz naukowymi zarówno krajowymi jak i zagranicznymi. Pracownicy Wydziału mają wymierne osiągnięcia naukowo-badawcze i to nie tylko w zakresie dokonań czysto naukowych, lecz także w aspekcie zastosowań wyników badań w praktyce. Z tych ostatnich najbardziej znaczące jest opracowanie wielu postaci leków oraz wprowadzenie ich przez krajowy przemysł farmaceutyczny do lecznictwa. Osiągnięcia w tej dziedzinie były, jak i są możliwe dzięki owocnej współpracy z katedrami i klinikami Wydziału Lekarskiego naszej Uczelni.
Wyrazem integracji naszego Wydziału z innymi uczelniami Trójmiasta jest współorganizowanie poważnych konferencji naukowych, co miało m.in. miejsce w br.
W mijającym 50-leciu pracownicy Wydziału opublikowali ogółem ok. 3300 prac, z tego powyżej 1000 w recenzowanych czasopismach o zasięgu międzynarodowym.
Wydział jest reprezentowany w różnych krajowych i zagranicznych organizacjach naukowych i radach redakcyjnych czasopism. W ostatnich latach część prac naukowo-badawczych była realizowana w ramach grantów autorskich KBN, nie licząc innych źródeł finansowania.
Pracownicy naszego Wydziału byli laureatami prestiżowych nagród Sekretarza Naukowego Polskiej Akademii Nauk, Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej, Wojewody Gdańskiego, Gdańskiego Towarzystwa Naukowego, a nawet tak znakomitej nagrody, jaką jest nagroda Prezesa Rady Ministrów za wybitne osiągnięcia naukowe. Chciałbym jednak podkreślić, iż Uczelnia realizuje nie tylko zadania naukowo-badawcze, jest przede wszystkim nastawiona na dydaktykę. Pamiętajcie więc o swoich nauczycielach, którzy z wielkim sercem i oddaniem starali się przekazać Wam możliwie najprzystępniej niezbędną wiedzę. Wykorzystajcie ją jak najlepiej, bowiem czeka na Was wiele różnorodnych i interesujących ofert pracy, umożliwiających zatrudnienie nie tylko w aptekach, ale również w laboratoriach, hurtowniach, przedstawicielstwach krajowych i zagranicznych firm farmaceutycznych.
Mamy nadzieję, że jesteście dobrze i solidnie przygotowani do zawodu i w każdym z tych miejsc pracy dacie sobie doskonale radę. Nie muszę Państwa przekonywać, iż zawód farmaceuty to zawód szczególny, wymagający nie tylko wysokich kwalifikacji, lecz także właściwych relacji w kontaktach z ludźmi oraz dużej odporności na pokusy powiększania zysków kosztem etyki zawodowej.
Jesteśmy głęboko przekonani, że będziecie przynosić splendor swojej macierzystej Uczelni jako ludzie kompetentni, odpowiedzialni i uczciwi, o wysokim poziomie fachowości, których na co dzień cechować będzie wysoka kultura osobista. Wierzę, że jako absolwentom studiów uniwersyteckich nie będzie Wam obce pojęcie uniwersalizmu, a wykazywać się będziecie właściwym sposobem myślenia, pojmowania różnorodnych pojęć, zjawisk oraz problemów.
Wróćmy jednak do dzisiejszej uroczystości. Dotarliście już do celu ważnego, życiowego etapu. Za chwilę otrzymacie dyplomy i złożycie ślubowanie, i z tej okazji składam Wam najserdeczniejsze gratulacje w imieniu Rady Wydziału, wszystkich nauczycieli akademickich, personelu Dziekanatu, pracowników technicznych i administracyjnych oraz własnym.
Życzymy Wam dużo zadowolenia z wykonywanej pracy oraz satysfakcji z dobrze spełnianych obowiązków. Satysfakcja taka jest jednak tylko wówczas możliwa, kiedy prezentować będziecie zarówno wysoki poziom zawodowy jak również moralny, etyczny - będziecie przecież pracować na rzecz człowieka cierpiącego, oczekującego Waszej pomocy. Chciałbym również serdeczne pogratulować Waszym rodzicom i najbliższym, których wkład w Wasz sukces zarówno w sensie materialnym jak i wsparcia duchowego jest bezsprzeczny. Dla nich dzień dzisiejszy jest z pewnością, podobnie jak dla Was, wielkim świętem, dniem niepowszedniej radości.

Drodzy Absolwenci !
W tym szczególnym dla nas wszystkich tu zebranych dniu, w dniu wręczenia dyplomów, jeszcze raz serdecznie życzymy Wam powodzenia i wielu sukcesów w pracy zawodowej oraz szczęścia i zadowolenia w życiu osobistym.

Przemówienie JM Rektora

Panie Dziekanie, Wysoka Rado, Szanowni Państwo,
Koleżanki i Koledzy,
Wielki to dla mnie zaszczyt i satysfakcja, że mogę być z Wami w tak ważnym dniu dla Was i dla naszej Szkoły, w uroczystości otrzymania dyplomów ukończenia studiów.

Radosny i ważny dla każdego z Was to dzień, kiedy to po latach nauki, pracy, wyrzeczeń z rąk Waszego Dziekana otrzymacie dyplom magistra farmacji. Uzyskany przez Was dyplom jest zwieńczeniem Waszych wieloletnich wysiłków, wieloletniej nauki, osiągnięciem przez Was wybranego celu, osiągnięciem zawodu farmaceuty, zawodu odpowiedzialnego, o dużym znaczeniu i roli w medycynie.
Farmacja - dziedzina wiedzy, którą reprezentujecie, jest związana nierozerwalnie z medycyną, bez niej rozwój współczesny medycyny byłby niemożliwy. Jest to oczywiście truizm, ale warto o tym pamiętać.
Można powiedzieć z całym przekonaniem, że postęp nauk farmaceutycznych, który się dokonał, decyduje i wpływa na stałą poprawę wyników leczenia, a niejednokrotnie niesie możliwości skutecznego leczenia wielu chorób, które do tej pory pozostawały poza uchwytem przyczynowego leczenia.
Dziś po zakończeniu studiów, po otrzymaniu dyplomu idziecie na spotkanie zawodu, nieliczni (może się mylę), niektórzy z Was zapewne podejmą pracę naukową w Katedrach i Zakładach Wydziału Farmaceutycznego naszej Uczelni. Inni zdecydują się na pracę w przemyśle farmaceutycznym, w działalności produkcyjnej lub menedżerskiej wreszcie, może większość z Was zwiąże się z działalnością aptekarską. Jest zatem okazja, żeby w takim gremium zastanowić się nad drogami, kierunkami i perspektywami rozwoju farmacji w niedalekiej przyszłości, farmacji XXI wieku.

Pozwólcie Państwo, że przytoczę tu fragmenty mojego wystąpienia, tu w tej sali, na niedawno odbytej uroczystej Sesji Naukowej z okazji 50-lecia Wydziału Farmaceutycznego naszej Uczelni.
Mówiłem wówczas między innymi o kierunkach badań nad poprawą skuteczności bezpieczeństwa i dogodności farmakoterapii nad istniejącymi już środkami leczniczymi. Mówiłem również, że warunkiem właściwego wykorzystania terapeutycznego danego leku jest poznanie jego zachowania w ustroju żywym. Obecnie dąży się do obiektywizacji tych procesów, którym podlega lek w organizmie przez wprowadzenie opisu jego działania nawet przy pomocy funkcji matematycznych. Tymi badaniami zajmują się nowoczesne dyscypliny farmacji, takie jak biofarmacja i farmakokinetyka.
Innym ważnym kierunkiem rozwoju farmacji i jej perspektyw, o którym wspomniałem, jest tzw. "farmakoterapia celowana". Polega ona na stosowaniu nośników naprowadzających środek leczniczy tylko do określonego miejsca w organizmie żywym, ograniczając w ten sposób działania niepożądane leku.
Wspominałem dalej, że postępu w naukach farmaceutycznych można upatrywać w pozyskiwaniu leku z naturalnych surowców roślinnych i wykrywaniu nowych wartościowych substancji naturalnych, że substancje te mogą być materiałem wyjściowym do chemicznych modyfikacji w celu spotęgowania ich działania leczniczego, zwłaszcza, że w obecnej dobie poszukiwanie nowych syntetycznych leków w oparciu o metodę "prób i błędów" nie daje dużych nadziei na sukces. Należy podkreślić niezmiernie interesujące, wręcz frapujące perspektywy rozwoju farmacji o kierunki badań zmierzające do wykorzystania technik obliczeniowych oraz grafik komputerowych umożliwiające tzw. modelowanie molekularne i projektowanie leku.
Oto w dużym skrócie tylko wybrane kierunki i perspektywy dalszego rozwoju farmacji, które stanowią zaledwie niektóre wymagania współczesności i które stoją także przed Wami.

Koleżanki i Koledzy,
Dziś opuszczacie mury naszej Uczelni, naszej Alma Mater. Myślę, że jesteście dobrze przygotowani do podjęcia zawodu i przyjęcia nowych wyzwań, jakie niesie z sobą współczesna farmacja.
Pragnąłbym, aby w Waszej świadomości pozostał fakt, że należycie do grona wychowanków naszej Szkoły, Akademii Medycznej.
Mogę Was zapewnić, że zawsze możecie liczyć na jej pomoc i radę. Jestem pewny, pragnąłbym, abyście zawsze i wszędzie bronili jej dobrego imienia swoją codzienną pracą, postawą, wiedzą, sumiennością.
W imieniu Senatu i władz Uczelni, całej społeczności akademickiej gratuluję Wam, Koleżanki i Koledzy, uzyskania dyplomu.
Słowa gratulacji kieruję do Waszych rodziców i bliskich, bowiem ich wkład w dzisiejsze Wasze święto i osiągnięty sukces jest niewątpliwie niemały. Niech będzie wolno mi również złożyć podziękowania i gratulacje Waszym nauczycielom, którzy mają także swój znaczący udział w Waszym końcowym osiągnięciu, w Waszym dzisiejszym święcie.
Kończąc, życzę Wam, Koleżanki i Koledzy, ciągłego dążenia do coraz większego doskonalenia swojej wiedzy, swoich umiejętności, byście umieli bronić się przed wszystkim, co narusza kulturę zawodu, abyście swoją działalność opierali na podstawach etyki zawodu, prawdy, prawości i wiedzy, mając zawsze na uwadze dobro chorego.
Życzę Wam spełnienia wszystkich zamierzeń, życzę Wam powodzenia.

Jubileuszowe Dyplomatorium na Wydziale Farmaceutycznym

W dniu 8 listopada br. 86. tegorocznych absolwentów Wydziału Farmaceutycznego otrzymało dyplomy magistra farmacji. W uroczystości przebiegającej w podniosłej atmosferze brali udział: JM Rektor AMG prof. Zdzisław Wajda, Prorektorzy prof. Jerzy Krechniak i prof. Zenon Aleksandrowicz, członkowie Rady Wydziału Farmaceutycznego, Prezes Okręgowej Izby Aptekarskiej dr farm. Stanisław Vogel, nauczyciele akademiccy i inni pracownicy Wydziału oraz zaproszeni przez absolwentów goście.
Po odśpiewaniu hymnu państwowego przez Chór AMG i przywitaniu przez Dziekana wszystkich obecnych, przemówienia wygłosili JM Rektor AMG oraz Dziekan Wydziału Farmaceutycznego. Po tych wystąpieniach nastąpił doniosły moment wręczenia absolwentom dyplomów magistra farmacji. Na początek swojej zawodowej drogi otrzymali również przekazane przez Wiceministra Zdrowia i Opieki Społecznej dr. farm. Wojciecha Kuźmierkiewicza, egzemplarze Przewodnika farmakoterapii.
Następnie JM Rektor wręczył nagrody absolwentkom, które szczególnie wyróżniły się w nauce i osiągnęły średnią ocen 4,5 i powyżej, a więc ocenę bardzo dobrą, paniom magister:
D. Bućko, E. Werner, W. Langa, M. Pacer, B. Chomiczewskiej, A. Kaczmarek, A. Welz, J. Skrzyńskiej i B. Dziak. Wymienione wyżej absolwentki oraz panie magister: G. Topolska, G. Sienkiewicz, J. Podfigurna, D. Regosz, A. Dybicka i J. Bastian, które uzyskały ze wszystkich egzaminów i zaliczeń średnią z ocen 4,0 do 4,5, otrzymały nagrody i listy gratulacyjne z rąk Dziekana od Gdańskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej oraz Oddziału Gdańskiego Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego.
W dalszej części uroczystości przemawiali Prezes Gdańskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej dr farm. Stanisław Vogel, który zachęcał absolwentów do członkostwa w Stowarzyszeniu Aptekarzy, przyjaznym i pomocnym w wykonywaniu niełatwego ale zaszczytnego zawodu farmaceuty oraz przedstawicielka absolwentów mgr farm. Beata Dziak, która podziękowała w imieniu asolwentów wszystkim nauczycielom akademickim i innym pracownikom za ich trud i poświęcenie. Do serdecznych słów dołączono wiązanki kwiatów. Jako ostatni zabrał głos przedstawiciel studentów, Tomasz Bączek, który pożegnał absolwentów w imieniu całej braci studenckiej deklarując jednocześnie, iż po ukończeniu studiów będą wszyscy razem "budować farmaceutyczną przyszłość tego Świata".
Następnie absolwenci złożyli przyrzeczenie.
Oficjalna część uroczystości zakończyła się odśpiewaniem przez Chór AMG Gaude Mater Polonia oraz Gaudeamus igitur.
W kuluarach absolwenci odebrali drobne upominki od firm farmaceutycznych i wraz ze ze swoimi bliskimi wzięli udział w przygotowanym przez jednego ze sponsorów małym bankiecie, który upłynął w miłej i serdecznej atmosferze, o czym miał sposobność i przyjemność przekonać się piszący te słowa.

Dziekan Wydziału Farmaceutycznego


Dyplomatorium na Wydziale Lekarskim

Przemówienie JM Rektora
Panie Dziekanie, Wysoka Rado, Szanowni Państwo, Koleżanki i Koledzy,
Wielki to dla mnie zaszczyt, ogromna satysfakcja i przyjemność brać udział w dniu tak uroczystym i radosnym - dla Was i dla naszej Alma Mater. Za chwilę po latach trudów, nauki, a nieczęsto i wyrzeczeń, otrzymacie dyplom ukończenia studiów, otrzymacie dyplom lekarza medycyny, dyplom, który jest zwieńczeniem, ukoronowaniem Waszych wieloletnich wysiłków, Waszej wieloletniej pracy, wieloletniej nauki, dyplom, który staje się spełnieniem Waszych zamierzeń, który otwiera drogę do szczególnego zawodu, zawodu lekarza.
Dziś po zdanych egzaminach, bogatsi w wiedzę i umiejętności idziecie na spotkanie z chorym, na spotkanie egzaminu najtrudniejszego, egzaminu najważniejszego.
W tym miejscu powtórzę niektóre fragmenty mojego wystąpienia na ostatniej uroczystej inauguracji, które wydaje się mogę skierować również i do Was, otrzymujących dziś dyplomy lekarza.
Zawód lekarza wymaga od Was głębokiej wiedzy, stale pogłębianej, uzupełnianej zgodnie z wymogami postępu.
Pamiętajcie, przed Wami nowe wyzwania, nowe kierunki badań, nowe technologie, nowe techniki, nowe wynalazki. Myślę, jestem przekonany, że jesteście dobrze przygotowani, by sprostać stawianym Wam zadaniom, by powierzyć Wam dobro najwyższe - zdrowie i ludzkie życie.
Pamiętajcie, że nie wystarczy jednak jedynie głęboka wiedza i umiejętności zawodowe. Konieczne jest zaangażowanie, wnikliwe zajęcie się chorym, poczucie odpowiedzialności zawodowej. Zawód ten wymaga poza głęboką wiedzą, miłości do drugiego człowieka, potrzebującego pomocy, wymaga od Was dobroci, cierpliwości, troskliwości, zrozumienia, życzliwości. Niechaj nie będą Wam również obce w czasie wykonywania zawodu problemy etyczno-moralne oparte na szacunku dla godności i praw chorych.
Nieustanny rozwój medycyny, przypominam to jeszcze raz - wymaga od lekarza i każdego pracownika związanego z medycyną, nie jedynie stałego uczenia się i pogłębiania wiedzy, ale również świadomej odpowiedzialności, nie tylko w oparciu o etykę lekarską i deontologię lekarską, normalizującą obowiązki moralne lekarza względem pacjenta, względem chorego i względem kolegów lekarzy, ale wymaga również odpowiedzialności opartej o znajomość obecnie nowej dziedziny rozważań - bioetyki, o znacznie większym zasięgu od problemów etyki i deontologii lekarskiej. Termin bioetyka został wprowadzony przed ponad ćwierćwieczem, w 1970 roku, zaproponował go amerykański onkolog Van Rensselaera Pottera. Inspiracją powstania tej nowej dziedziny, stały się zapewne możliwości modyfikowania zapisu genetycznego. Bioetyka, to dziedzina zajmująca się właściwym wykorzystaniem możliwości nauk biologicznych, właściwym ich wykorzystaniem. Znajomość bioetyki staje się niezbędna wobec coraz bardziej złożonych problemów współczesnej biologii, genetyki, medycyny. Tę krótką refleksję na temat bioetyki pozostawiam Waszej rozwadze i zachęcam do zgłębiania tej dziedziny wiedzy.

Koleżanki i Koledzy.
Idziecie na spotkanie z chorym, życzę Wam i pragnę, aby ten najtrudniejszy egzamin składany przez Was codzienną pracą, codzienną posługą, przyniósł Wam zadowolenie i mógł zyskać najwyższa ocenę, najwyższe uznanie środowiska, społeczeństwa.
Opuszczając dziś mury naszej Uczelni pamiętajcie, że jesteście jej wychowankami i że zawsze możecie oczekiwać od nas rady i pomocy. Jestem pewny, że będziecie zawsze i wszędzie bronili jej dobrego imienia swoją pracą, wiedzą, sumiennością, odpowiedzialnością, postawą.

W imieniu Senatu, Wysokiej Rady Wydziału, całej społeczności akademickiej naszej Uczelni i własnym gratuluję Wam, Koleżanki i Koledzy, ukończenia studiów i uzyskania dyplomu. Pięknie gratuluję i dziękuję również Waszym Rodzicom i bliskim, bowiem ich wkład w Wasze dzisiejsze święto jest przecież niemały.
Pozwólcie mi również złożyć słowa najwyższego uznania i podziękowania waszym Nauczycielom, moim Koleżankom i Kolegom, których wkład w końcowe Wasze osiągnięcie, w Wasze nauczanie, w Wasze wychowanie jest również wielki.
Na zakończenie życzę Wam, aby wykonywany przez Was zawód przyniósł Wam satysfakcję i aby stał się pasją Waszego życia. Życzę Wam, abyście mogli uprawiać zawód lekarza w wymarzonej przez Was specjalności, wykonywać zawód lekarza w takich warunkach, aby nie trzeba było narażać na uszczerbek honor, etykę lekarską i kulturę zawodu, aby nie trzeba było domagać się swoich praw, aby nie trzeba było protestować z jakiegokolwiek powodu, w jakikolwiek sposób.
Kończąc, życzę Wam, Koleżanki i Koledzy, abyście umieli kultywować humanizm w Waszej codziennej pracy, abyście umieli skutecznie bronić się przed wszystkim, co narusza podstawy etyczne, co narusza podstawy bioetyki i kulturę zawodu, abyście budowali swoje dalsze życie na podstawach prawdy, prawości, miłości, mądrości i wiedzy. Życzę Wam spełnienia wszystkich zamierzeń, życzę Wam powodzenia.

Refleksje prof. Stefana Angielskiego

Podczas uroczystości m. in. zabrał głos prof. Stefan Angielski, który przypomniał dzień inauguracji roku akademickiego 1991/92 i immatrykulację żegnanego dziś rocznika. Składając życzenia absolwentom - młodym lekarzom przytoczył fragment wówczas wygłoszonego przemówienia, słowa rektora Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, Jana Śniadeckiego wypowiedziane 15 września 1807 r.: Korzystajcież z tej pięknej chwili życia waszego, abyście się usposobili na pociechę samych sobie w wieku dojrzałym i sędziwym, żebyście wyrośli na pokolenie chlubne dla narodu i Zgromadzenia naszego. Dodał także, że Jędrzej Śniadecki, brat Jana, wybitny chemik, także profesor Uniwersytetu Wileńskiego, podjął próbę "zdefiniowania" pojęcia życia, ustalając: życie się lepiej czuć niż określić daje. Wypowiedzi poświęcone życiu zamknął prof. Angielski fascynującym wierszem Hymn do życia Matki Teresy z Kalkuty.

Swoje wystąpienie zakończył intonując:

Upływa szybko życie, jak potok płynie czas,
Za rok, za dzień, za chwilę razem nie będzie nas,

którą to pieśń wszyscy zgromadzeni z entuzjazmem i jednocześnie z głębokim wzruszeniem odśpiewali.

Hymn do życia

	Szansą	Korzystaj z niej
	Pięknem	Podziwiaj je
	Szczęściem	Kosztuj go
	Marzeniem	Urzeczywistniaj je
	Wyzwaniem	Stawiaj mu czoło
	Zadaniem	Spełniaj je
	Zabawą	Baw się nim
	Cenne	Troszcz się o nie
	Bogactwem	Pilnuj go
	Miłością	Ciesz się nią
	Tajemnicą	Staraj się ją przeniknąć
	Obietnicą	Dopełnij jej
	Hymnem	Śpiewaj go
	Walką	Przyjmij ją
	Tragedią	Weź ją na swe barki
	Przygodą	Nie bój się jej
	Szczęściem	Zasłuż na nie
	Życiem	Broń go
Matka Teresa z Kalkuty

Pomoc Akademii Medycznej dla powodzian

Na apel Rektora Akademii Medycznej społeczność naszej Uczelni włączyła się do zbiórki pieniędzy na pomoc dla powodzian. W ramach tej akcji zebrano 15.910 zł. Ofiarodawcami byli:

W dniu 24 listopada Senat AM w Gdańsku, po zapoznaniu się z sugestią Rady Wydziału Lekarskiego i skierowanym do Senatu pismem dyrektora Domu Dziecka w Kędzierzynie-Koźlu, postanowił przekazać w całości zebraną kwotę dla tej społecznie ważnej placówki. Czek na 15.910 zł zostanie wręczony dyrekcji Domu Dziecka przez delegację władz AM w Gdańsku w grudniu br.
Władze Uczelni proszą nadal społeczność AM w Gdańsku o włączenie się do dalszej zbiórki na pomoc dla powodzian, pozostawiając do dyspozycji konto Fundacji Rozwoju AM w Gdańsku:

WBK S.A. Oddz. Gdańsk 10901098-506850-128-00-0
z dopiskiem
"Pomoc powodzianom"

dr Sławomir Bautembach
Dyrektor Administracyjny

Przemówienie JM Rektora na pogrzebie prof. Józefa Szczekota

Z głębokim żalem i smutkiem żegnam dziś w imieniu Senatu, całej wspólnoty akademickiej naszej Uczelni, nas wszystkich i własnym zmarłego Profesora Józefa Szczekota, chirurga ortopedę, kierownika Katedry i Kliniki Ortopedii Akademii Medycznej w Gdańsku, absolwenta - wychowanka naszej Alma Mater.
Profesor Józef Szczekot urodził się 12 kwietnia 1932 roku w miejscowości Lacka Wola w dawnym województwie lwowskim. Studia medyczne rozpoczyna w roku 1950. Już w czasie studiów, na rok przed uzyskaniem dyplomu lekarza, zafascynowany chirurgią-ortopedią rozpoczyna pracę jako wolontariusz w Klinice Ortopedii Akademii Medycznej, zlokalizowanej w Szpitalu Wojewódzkim im. Mikołaja Kopernika. Po uzyskaniu dyplomu lekarza w roku 1955 rozpoczyna pracę w tej Klinice, przechodząc wszystkie szczeble kariery akademickiej, jako asystent, starszy asystent, adiunkt. W 1961 roku uzyskuje specjalizację z zakresu ortopedii i chirurgii urazowej. Po 11 latach pracy, w 1966 roku uzyskuje stopień doktora medycyny, a w 7 lat później, w 1973 roku habilituje się. Tytuł profesora nadzwyczajnego otrzymuje w 1983 roku. 1 października 1990 roku zostaje kierownikiem Katedry i Kliniki Ortopedii. W trzy lata później, w 1993 roku otrzymuje stanowisko profesora zwyczajnego.
Profesor Józef Szczekot pozostawił po sobie bogaty dorobek naukowy, ponad 90 prac naukowych oraz ponad 50 referatów i opracowań wygłoszonych na krajowych lub międzynarodowych kongresach i zjazdach naukowych. Główne zagadnienia w dorobku naukowym, które należy wyróżnić dotyczyły patologii stawu biodrowego i profilaktyki wrodzonej dysplazji stawów biodrowych, leczenia operacyjnego i nieoperacyjnego wieloma metodami. Tematy te były poruszane również w pracach doktorskiej i habilitacyjnej, a dalsze opracowania zyskały sobie uznanie zarówno w kraju, jak i zagranicą, przedstawiane na wielu zjazdach i kongresach naukowych.
Na szczególną uwagę zasługują również opracowania wykonane dla potrzeb kraju, które dotyczyły możliwości leczenia operacyjnego wrodzonych podwichnięć stawu biodrowego u młodzieży i dorosłych. Od wielu lat Profesor zajmował się możliwościami rozpoznania i leczenia zmian zwyrodnieniowych, zniekształcających biodra, oceniając wyniki leczenia tych zmian przy pomocy różnego typu sztucznych stawów biodrowych. W swoich pracach dużo uwagi poświęcił zagadnieniom związanym z możliwością operacyjnego leczenia obrażeń narządu ruchu - kończyn oraz kręgosłupa. Należy również wspomnieć, że przez kilka lat zainteresowania Profesora obejmowały zagadnienia dotyczące chirurgii ręki.
Oddzielnym problemem badawczym Profesora były prace doświadczalne, w których śledził możliwości wgajania się przeszczepów chrząstki stawowej w różny sposób przygotowywanych, które to prace pozwoliły na wyciągnięcie szeregu wniosków o znaczeniu klinicznym. Zagadnienia, którymi zajmował się ostatnio, to możliwości chirurgicznego, operacyjnego leczenia nowotworów kości z uwzględnieniem rozległych ich resekcji.
Profesor Józef Szczekot był promotorem kilkudziesięciu przewodów doktorskich i kierownikiem kilkudziesięciu specjalizacji. Był członkiem zespołów redakcyjnych i recenzentem wielu wydawnictw lekarskich.
Olbrzymia wiedza, bogaty dorobek naukowy, doświadczenie kliniczne, wspaniała, utalentowana ręka chirurga-ortopedy sprawiły, że Profesor zaliczany był do grona cenionych, wybitnych ortopedów polskich. Był powszechnie uważany w kraju za kontynuatora gdańskiej szkoły ortopedycznej, którą tworzyły takie sławy ortopedii polskiej, jak profesorowie Zygmunt Ambros, Alfons Senger, Antoni Hlavaty, szkoły, która w historii ortopedii polskiej zajmuje poczesne miejsce i ma wysokie uznanie.
Jego prace nie ograniczały się jedynie do kliniki, nauczania studentów, prowadzenia prac naukowych. Profesor brał również czynny udział w pracach naszej Uczelni i w licznych towarzystwach naukowych. Był wieloletnim członkiem Senatu, przewodniczącym licznych komisji senackich i wydziałowych. Był konsultantem regionalnym, wojewódzkim do spraw ortopedii i traumatologii, członkiem licznych redakcji krajowych i zagranicznych. Był członkiem wielu towarzystw naukowych w kraju i poza jego granicami. Był członkiem honorowym Polskiego Towarzystwa Ortopedycznego, także Prezesem tego Towarzystwa i Przewodniczącym Komitetu Organizacyjnego Krajowego Zjazdu Polskiego Towarzystwa Ortopedycznego. To zaledwie fragment ogromu codziennej pracy, ogromu obowiązków i odpowiedzialności, jakie na Nim spoczywały.
W uznaniu zasług i osiągnięć naukowych był wielokrotnie nagradzany. Ostatnio został laureatem - uznanym za jednego z najwybitniejszych twórców nauki i kultury regionu gdańskiego. Był odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi i wieloma innymi odznaczeniami.
W naszym codziennym życiu Jurek (tym bowiem imieniem posługiwaliśmy się w codziennych kontaktach) był wspaniałym Kolegą, niezrównanym przyjacielem, w życiu zawodowym - nieocenionym doradcą, konsultantem w sprawach ortopedii, chirurgii urazowej, nigdy nie odmawiający swojej pomocy, niezależnie od pory dnia i nocy. Konsultował, leczył, operował wszystkich naszych najbliższych, nasze rodziny, naszych znajomych, czynił to bez wyrzutu, z oddaniem, z tym Swoim łagodnym sposobem bycia. Był człowiekiem pełnym dobroci, pełnym ciepła. W pracach Uczelni potrafił rozwiązywać, niekiedy wydawać by się mogło, sprawy nie do rozwiązania, czynił to z dużą kulturą, z dużym taktem w oparciu o rzeczowe argumenty.
Był jednym z nielicznych, którzy stwarzają swój własny styl bycia, przez co wywierają wpływ na otoczenie.
Jurek zyskał sobie powszechny szacunek i uznanie, lubiany, ceniony nie tylko przez najbliższych, ale ceniony i znany w szerokich kręgach społeczeństwa Wybrzeża. Ta wielka popularność znajduje swoje uzasadnienie, kiedy patrzy się na Jego osobowość, wielką wiedzę i umiejętności lekarza chirurga-ortopedy. Jego wyjątkowa skromność, umiłowanie zawodu lekarza, Jego pełen serca i ciepła, wyrozumiałości, czułości stosunek do chorych przyniósł Mu ich zaufanie, wdzięczność, przyniósł Mu ich miłość.
Był wspaniałym nauczycielem, wychowawcą wielu pokoleń lekarzy, wybitnym specjalistą, autorytetem polskiej ortopedii. Był chirurgiem-ortopedą, który pozostawił trwały wkład w rozwój Gdańskiej Szkoły Ortopedycznej, w rozwój polskiej ortopedii.
Był wspaniałym człowiekiem, zawsze przyjaznym i życzliwym. Reprezentował swoją pracą, wiedzą, postawą, patriotyzmem najcenniejsze wartości. Posiadał cechy ludzi prawdziwie wielkich. Takim też pozostanie w naszej pamięci i tych wszystkich, których Jego śmierć boleśnie dotknęła.
Żegnam Cię, Jurku, odpoczywaj w pokoju. Rodzinie składam wyrazy głębokiego współczucia.

Przeczytane....

Wytrzymać powodzenie

Zawsze mam dość siły, aby znieść cudze nieszczęście...
Trzeba większych cnót, ażeby wytrzymać powodzenie,
niż wytrzymać nieszczęście

François La Rochefoucauld (1613-1680), pisarz francuski, moralista

Nie można dyskutować z pijanym człowiekiem. Obojętne czym się upije: alkoholem, pieniędzmi, powodzeniem czy władzą.

Gilbert Cesbron (1913-1979), pisarz francuski

Wyboru myśli dokonał Romuald Sztaba

Annales drukujemy w Bibliotece Głównej AMG

Tradycyjnie, z rozpoczęciem roku akademickiego, na początku października ukazał się kolejny, już 27 tom naszego rocznika Annales Academiae Medicae Gedanensis.
Po raz pierwszy skład, druk i oprawę wykonano w Bibliotece Głównej AMG.

Dotychczasowe 26 tomów drukowaliśmy w Wojskowej Drukarni w Gdyni, gdzie pomimo różnych trudności spotykaliśmy się z dużą życzliwością ze strony jej dyrekcji. Komitet redakcyjny zdecydował jednak, iż Uczelnia nasza dysponująca dobrze wyposażoną bazą poligraficzną powinna przejąć również druk naszego rocznika. Sądzimy, że poziom edytorski ostatniego tomu jest zadowalający, a niektóre ryciny wykonane są wręcz nienagannie. Współpraca z Biblioteką Główną znacznie upraszcza i skraca cykl wydawniczy. Nie bez znaczenia jest fakt, iż obniżyły się przeszło o połowę koszty związane z przygotowaniem i drukowaniem rocznika.

W imieniu Redakcji

prof. Marek Grzybiak

Listy...

Warszawa, 29 października 1997 r. Marszałek Sejmu
Rzeczypospolitej Polskiej

Jego Magnificencja
prof. dr hab. Zdzisław WAJDA
Rektor Akademii Medycznej w Gdańsku

Magnificencjo, Wielce Szanowny Panie Rektorze
Pragnę serdecznie podziękować za gratulacje i życzenia, jakie skierował Pan do mnie z okazji wyboru na stanowisko Marszałka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej.

       Z wyrazami szacunku
       Maciej Płażyński


Gdańsk, 18.11.1997

Pan Prof. dr hab. Marek Latoszek
Prezes Gdańskiego Towarzystwa Naukowego
w miejscu

Wielce Szanowny Panie Profesorze,
Z okazji jubileuszu 75-lecia Gdańskiego Towarzystwa Naukowego mam zaszczyt, w imieniu Senatu, całej wspólnoty akademickiej i własnym przekazać na ręce Pana Profesora najserdeczniejsze życzenia spełnienia dalszych zamierzeń w działalności Towarzystwa.
Gdańskie Towarzystwo Naukowe w ciągu tego 75-lecia kontynuuje tradycje Towarzystwa Przyjaciół Nauki i Sztuki, które należało do czołowych polskich instytucji kulturalnych w Gdańsku. Towarzystwo przyczynia się do rozwoju wielu dyscyplin naukowych, między innymi nauk biologicznych i medycznych.
Korzystając z tej podniosłej okazji pragnę przekazać na ręce Pana Prezesa Medal Pamiątkowy Akademii Medycznej w Gdańsku jako wyraz naszego uznania dla osiągnięć Gdańskiego Towarzystwa Naukowego.

       Z wyrazami głębokiego szacunku
       Prof. dr hab. med. Zdzisław Wajda
       Rektor

Wspomnienia z czasów wojny cz. VII

prof. Stanisław Zawistowski
Wspomnienia z czasów
wojny cz. VII
ŁAGRY
Jełszanka koło Saratowa

Tego ostatniego dnia zupa była gęsta nad podziw. Podszedłem do profesora Burczyka i nalałam mu do pełna, potem jeszcze raz. Wszyscy wtedy mieli dolewki. Strażnik, wyjątkowo życzliwy, nie wtrącał się, tylko sobie podśpiewywał. Więc spytałem mojego zacnego profesora, czy jeszcze by zjadł. - „Tak, tak" - powiedział. Widać był bardzo wygłodniały, bo jadł w zapamiętaniu. Trzy spluwaczki! Ale to dodało mu sił.
Następnego dnia wyprowadzono nas na dziedziniec i ustawiono w szeregi. Potem otoczyli nas ze wszystkich stron żołnierze z policyjnymi, odpowiednio wyszkolonymi psami, które robiły wiele hałasu. Otworzyła się przed nami brama ku dalszej niewoli; przekroczyliśmy ją i kolumna wyruszyła w stronę dworca kolejowego, oddalonego o jakieś cztery kilometry. Był to pierwszy etap podróży na wschód.
Ale już w pobliżu więzienia zaczęli gromadzić się tłumnie ludzie. Dobrze wiedzieli, co oznacza tego rodzaju pochód; rzucali nam papierosy i co kto miał pod ręką. Nagle, na rogu ulicy Kasztanowej i 3 Maja zobaczyłem moją mamę. Odruchowo skierowałem się w jej stronę. Chyba na chwilę zapomniałem o realiach. Brutalnie przypomniał mi o nich czujny strażnik porządku: otrzymałem silny cios kolbą karabinu w głowę, aż się zachwiałem. Do dziś można wyczuć drobne wgłębienie w kości skroniowej. Mama, jak się potem dowiedziałem, pojechała dorożką do domu i z moją najmłodszą siostrą, Krysią, przybyły, jeszcze zanim odjechaliśmy, na dworzec.
Tymczasem przyprowadzono nas na rampę, gdzie były już podstawione towarowe wagony. Wtedy właśnie kilkunastu więźniów próbowało uciec wskakując pod wagon - i na drugą stronę. Większość z nich złapano, ale niektórym udało się. W każdym wagonie musiało być 70 osób i ciągle nas przeliczano. Jeśli kogoś brakowało, brano pierwszych lepszych z ulicy - nie ważne, że bez śledztwa, że niewinny. Liczba musiała się zgadzać. Do naszego wagonu trafiło dwóch takich nieszczęśników. Cóż, komentarza nie trzeba. Ale żołnierze twierdzili, iż ten, któremu uciekł więzień, dostawał jego wyrok i musiał odsiedzieć. Dlatego tak gorliwie nas pilnowano. Wątpię, czy istniała podobna zasada, lecz zrobiła swoje.
Tuż obok dworca przebiegał wiadukt, a wzdłuż torów w odległości kilkunastu metrów rosły szpalerem gęste zarośla i krzaki. Nasz duży, pięćdziesięciotonowy wagon miał wewnątrz piętrowe nary przymocowane do ścian, przy drzwiach rynnę, do której się załatwiało i piecyk. Okna miały kraty, ale o tak dużych „okach", że możne było wysunąć przez nie głowę. Pod oknami przymocowano od zewnątrz żelazne klapy, które na noc podnoszono i zamykano nimi szczelnie okna. Naturalnie, od razu po wejściu do wagonu rzuciliśmy się do okien. Nie zdążyłem, musiałem poczekać na swoją kolejkę, tylko słyszałem dochodzące z zewnątrz najrozmaitsze głosy i krzyki. Wreszcie i mnie się udało wyjrzeć przez okno. Zobaczyłem, że na wiadukcie zebrało się całe mrowie ludzi, a wśród nich dostrzegłem znów moją mamę. Wołałem ją, ale chyba mnie nie usłyszała w ogólnym harmiderze. A w zaroślach, za krzakami kryło się drugie tyle ludzi, głównie kobiet żegnających swoich mężczyzn. Trudno im było zlokalizować w długim eszelonie każda swego, więc obie strony wykrzykiwały imiona, nawoływały się przekrzykując wzajemnie, stąd ten, pod niebo idący, hałas. Ja też wrzeszczałem jak szalony, bowiem wydało mi się, że za krzakiem jest Krysia.
Tak, to była ona, usłyszała mnie i zobaczyła. Pociągu pilnowali, rozstawieni dość gęsto, strażnicy maszerujący to w jedną, to w drugą stronę. Dzielne dziewczyny wykorzystując czas, gdy wartownicy byli od nich odwróceni, wybiegały zza krzaków i rzucały w naszą stronę najrozmaitsze, przygotowane zawczasu paczuszki i zawiniątka. To, co spadało na klapę, można było z łatwością wziąć. Ale zdarzało się, że obiekt nie doleciał i spadał na trawę lub pod wagon. Krysia bardzo zręcznie celowała w nasze okno. Złapałem w locie długą pończochę wypchaną machorką - świetny towar wymienny. Trafiła też na klapę paczka ze słoniną i jeszcze jakiś pakiecik. Hałas był nie do opisania, każdy chciał coś przekazać swej rodzinie, a odległość była dość duża. Więc dziewczyny podbiegały coraz bliżej do wagonów.
Tego już było za wiele dla strażników prawa. Otoczyli kordonem nasze kobiety i wpakowali do pustego wagonu na końcu składu, po czym zaryglowali drzwi i postawili wartownika. Zmartwiałem. Ale oto zakotłowało się na moście. W oka mgnieniu zbiegła się gromada ludzi pod ten ostatni wagon. Kobiety, w tym i moja mama, chciały przekupić wartownika. Widziałem, jak dawały mu papierosy i pieniądze. Ale stała się rzecz niezwykła i dziwna: strażnik był nieprzekupny!! (Chyba ze strachu). Ale cóż mógł poradzić wobec rozwścieczonego tłumu. Wnet został odepchnięty. Ktoś otworzył wagon. Usłyszałem jakieś strzały, ale nic nikomu się nie stało.
Naraz zobaczyłem migające sukienki - to nasze kobietki wyprysnąwszy z wagonu, umykały co sił w nogach. Jednocześnie posypały się z wagonów kartki. To mężczyźni, których nikt tu nie nawiedził, posyłali tą drogą wiadomość o sobie swym rodzinom. Dziewczyny będąc w odwrocie jeszcze zbierały te kartki, zwłaszcza moja siostra. Potem, wraz z ojcem roznosiła je pod wskazane adresy. A nam zamknięto klapami okna i tak skończyło się pożegnanie na zawsze z Wilnem.
Jazda była powolna, przerywana długimi postojami na bocznicach, ponieważ transporty z więźniami szły poza rozkładem i musieliśmy czekać na wolny tor nieraz dzień i dwa siedząc w zamkniętych szczelnie wagonach. Ruch na kolei był bardzo duży, wszak wojna w Europie dopiero co się skończyła, przemieszczano wojska, sprzęt itp. nie mówiąc o ruchach ludności cywilnej. W dzień było gorąco, wprost dusiliśmy się, nocami jeszcze bardzo zimno, zwłaszcza w głębi Rosji. Jednak po kilku dniach nastąpiło pewne odprężenie. Zaczęliśmy żartować, opowiadać sobie różne historie i kawały. Trzeba było oderwać się trochę od ponurej rzeczywistości i jakoś zabić wlokący się czas i głód.
W tym transporcie prawdziwie głodowaliśmy. Karmili nas bardzo nieregularnie i bardzo niewystarczająco: raz na dzień kawałek chleba, kawałek solonej ryby i trochę wody. A bywało, że dzień cały mijał bez jedzenia i picia. Cierpieliśmy najbardziej z powodu pragnienia; do tego stopnia, że niektórzy sprzedawali swój chleb za kubek wody. Czasem brano kogoś z wagonu do noszenia wody ze studni, lecz często nie było na stacji studni lub wiadra, albo jednego i drugiego.
Początkowo ratowało nas to, że tak jak my z Jankiem i inni, mieliśmy trochę żywności z domu. Dzieliło się ją na wszystkich, ale nie na długo tego starczyło. Tytoń też się skończył i palacze dodatkowo cierpieli. Ja nie paliłem, lecz Janek palił i teraz bardzo mu tego brakowało. Zapałek nikt oczywiście nie posiadał, ale umieliśmy rozżarzać watę. Wyciągało się z ubrania (np. płaszcza, mieliśmy ze sobą jeszcze zimowe) kłaczek waty, zwijało się go w rulonik i kładło na podłogę. Trzeba było mieć jeszcze deseczkę, ale i ta się znalazła. Deseczką tarło się ów rulonik z maksymalną szybkością do rozgrzania. Wtedy należało szybko rozciągnąć rulonik i dmuchać, póki wata nie zacznie się żarzyć. Takie różne sposoby znali starzy kryminaliści, którzy jechali z nami.
Byli w tym wagonie oprócz Polaków także Litwini, Białorusini i Rosjanie. Ci ostatni mieli swoją osobną historię. Niektórzy już przed wojną siedzieli w łagrach. Wzięci stamtąd na front najczęściej dezerterowali i trafiali znów do łagru. Zaś żołnierze, którzy wracali z niewoli, dostawali się od razu pod sąd, który każdego skazywał na więzienie, łagier lub rozstrzelanie. Zawsze podejrzewano dobrowolne oddanie się do niewoli, lub szpiegostwo. Nie było tylko Żydów. Przecież prawie wszyscy zginęli z rąk Niemców, ocaleli nieliczni, których przechowali Polacy* oraz ci, którzy zdążyli uciec do Związku Radzieckiego lub do lasu, walcząc wraz z Polakami.
W czasie tej długiej podróży co jakiś czas odbywały się kontrole. Oficer prowadzący konwój w asyście innych robił przegląd, po kolei w każdym wagonie. Zawsze pytał - "No, jak tam, chłopaki, dobrze?" Trzeba było odpowiadać chórem - "Wszystko dobrze".
Raz zauważył u kogoś ładne oficerki. Spodobały się niezmiernie panu porucznikowi, więc kazał więźniowi, by je ściągnął. Ten próbował się opierać, wtedy żołnierze siłą zdarli mu je z nóg. W zamian rzucili jakieś stare łapcie.
Po niedługim czasie eszelon nasz nawiedził pewien generał KGB prawdopodobnie kontrolując organizację transportu. Jeszcze przed jego przyjazdem kazano nam posprzątać dokładnie wagony i dano odrobinę lepsze jedzenie. Generał wydawał się być dobroduszny, pytał o różne rzeczy, my odpowiadaliśmy jak trzeba, że jest dobrze. Ale oto nasz poszkodowany kolega, ośmielony życzliwością generała, powiedział, (stary dureń), że zabrano mu oficerki i na dobitkę wskazał winnego. Generał kazał natychmiast oddać buty i jeszcze zbeształ porucznika za takie metody. Generał odjechał, a porucznik został.
Pojechaliśmy i my, ale niezadługo pociąg stanął w szczerym polu. Porucznik z żołnierzami otworzyli wagon, wyciągnęli pana z oficerkami i dopiero zaczęli się mścić. Kopali go i bili, ale czym! Długimi, żelaznymi śrubami. Widziałem, jak zmasakrowanego wrzucili do wagonu. Ponieważ była skarga, oficer na pewno dostał naganę na piśmie. Władze dbały o to, by zachować choćby pozory praworządności, lecz doły były bezkarne, robiły, co chciały; wszyscy o tym wiedzieli, więc poszkodowani skarg nie wnosili. Ze strachu. Nasz rodak za swą odwagę oddał życie, bowiem wkrótce zmarł. Tak zawsze wyglądała próba sprzeciwu.
Dojechaliśmy do Moskwy. Choć była to już druga połowa maja, zdarzały się jeszcze czasem nocami przymrozki. W taką zimną noc poprowadzono nas do łaźni, co przyjęliśmy z zadowoleniem, jako że męczyły nas wszawica i brud, a o umyciu się nie było nawet mowy.
Ale w istocie cała ta akcja nic nam nie dała. Nie mieliśmy ręczników, mydła, szczotek, nic. Pokapało trochę zimnej wody i - ubierajcie się. Wtedy stwierdziłem, że zniknęła moja, bardzo jeszcze dobra, a niegdyś prawdziwie elegancka marynarka.
Ukradły ją baby łaziebne. Jakże były wściekłe, gdy po długich poszukiwaniach, znaleźliśmy ją zapchaną głęboko za jakąś skrzynię. Sprzedałyby taką rzecz drogo, bo rynek w Rosji był wtedy zupełnie pusty.
Wróciliśmy do wagonów zziębnięci. Na szczęście szybko odjechaliśmy, nadal nie wiedząc dokąd, a czas wlókł się nieznośnie. Trzymaliśmy się z Jankiem z grupą Wilnian; było nas ze dwudziestu. Graliśmy w karty, w kości i dużo spaliśmy rekompensując tym niedostatek jedzenia. Poza tym każdy opowiadał coś ze swych przygód lub podróży. Ja chwaliłem się moją wyprawą do Austrii i tak zeszło parę następnych tygodni. Wreszcie, w drugiej połowie czerwca przyjechaliśmy do Saratowa. Tam wyładowano nas z pociągu, wpakowano na ciężarówki i powieziono w step. Ogarnęło nas przerażenie, że zostaniemy wyrzuceni na bezludziu, jak to często czyniono. Ale nie, wkrótce ujrzeliśmy wieś, a dalej baraki i namioty otoczone drutem kolczastym. A więc łagier. Nie wiadomo, co gorsze.
Otworzyła się brama, zaczęto nas wprowadzać. Ale oto wyszła nam na spotkanie grupa więźniów wcześniej tu osadzonych. Zobaczyłem ze zdumieniem wiele znajomych twarzy, ludzi, których poznałem w celi więziennej na Łukiszkach. Okazało się, że jest to w całości transport marcowy, o którym pisałem wcześniej, w którym znajdowała się moja przyszła żona, Helena i jej brat, Jurek Hajdukiewicz.
Potem dowiedziałem się od kobiet, z którymi pracowałem na budowie, więcej szczegółów dotyczących tego tragicznego transportu. Przytoczę tu parę przypadków. W wagonie, w którym jechała Lusia Sawicka (prof. medycyny Helena Szostakiewicz-Sawicka) zmarło kilka kobiet na tyfus (wspominałem uprzednio o epidemii tyfusu brzusznego i plamistego), a kilka było w bardzo ciężkim stanie. Nikt nie wiedział, jak i gdzie grzebano zmarłych. Obok zwłok leżała chora Irka Ositówna (ob. Moderska). Na postojach zwykle usuwano z pociągu trupy. Żołnierze omal nie wyciągnęli razem ze zmarłymi nieprzytomnej Irki. Uratowała ją właśnie Lusia przy użyciu siły, wyrywając nieomal chorą z rąk żołdaków, których nie można było przekonać, iż jest to żywy człowiek.
Mężczyzn zmarło w drodze znacznie więcej niż kobiet. A w szpitalu saratowskim były dalsze ofiary. Ze znajomych leżały tam Irka Sitówna, Janka Kiełczewska (ob. Michejda), Ala Bosiacka (ob. Grzegorzewska) i inne. Ala, oprócz tyfusu miała ciężkie zapalenie płuc, a na koniec wszczepiono jej wirusa żółtaczki zakaźnej. Cudem przeżyła, ale pamiętam, że była cieniem człowieka.
Z kolei H. opiekowała się w wagonie swoją chorą przyjaciółką, Zosią Zaniewską (ob. Kulińska). Oprócz tyfusu miała ona różę głowy i zapalenie uszu, z których ciekła ropa. Ogromna gorączka, mróz, a cieplejsze miejsce przy piecyku było oblegane przez jędze, które nie chciały dopuścić do niego tak ciężko chorej. Jednak H. wywalczyła jakoś to miejsce dla Zosi. Wzywany lekarz bagatelizował sprawę, chociaż jej stan się stale pogarszał. W Mińsku na postoju H. zażądała zdecydowanie pomocy. Przyszedł lekarz, a ujrzawszy czerwony obrzęk głowy i czoła, nawet się przestraszył i nakazał wycofanie chorej z transportu.
Wycofano ją, ale zamiast w więziennym szpitalu, umieszczono Zosię w małej celi, gdzie po kamiennej mokrej podłodze biegały szczury i było bardzo zimno. Nikt jej nie leczył, nie mogła jeść. I tak przez cały miesiąc. Dopiero w końcu kwietnia przewieziono ją do Wilna i położono w szpitalu więziennym na Łukiszkach. Odpowiednich leków i tam nie było, więc właściwie tylko silna, młoda natura pozwoliła jej wyjść z tego wszystkiego. Została zwolniona w czerwcu 1945 roku. A w łagrze nadal trwały zachorowania. Cóż dziwnego, panowała wszawica, a oprócz tego świerzb, na który jednak znalazła się maść siarkowa.

Kartki ze wspomnień starego profesora - Kartka trzydziesta pierwsza

prof. Stefan Kryński
Kartki ze wspomnień starego profesora
Kartka trzydziesta pierwsza

W paru najbliższych kartkach cofnę się do bardzo dawnych czasów, do lat mego dzieciństwa, o którym nie mogę powiedzieć, że było sielskie, anielskie. Koszmar rewolucji rosyjskiej, wielotygodniowy powrót do Polski, trudne lata powojenne, zmiany miejsca pobytu, a przede wszystkim nie kończące się kłopoty zdrowotne uczyniło je smutnym. Normalizacja życia, przywracająca równowagę psychiczną, nastąpiła w 1926 roku po naszym przyjeździe do Poznania.

Zacznę od początku. Urodziłem się w Wilnie. Był to jednak tylko przypadek. Mój ojciec po ukończeniu studiów lekarskich na Uniwersytecie Moskiewskim został powołany do wojska rosyjskiego i skierowany do Pułku Mołodecznieńskiego stacjonującego w Wilnie. Korzeniami jestem związany z Podlasiem. Kryńscy tam mieszkali co najmniej od XVI wieku, a mój prapradziadek po kądzieli, Józef Joachim Barwiński, przybył do Białej Podlaskiej z Grodzieńszczyzny u schyłku XVIII wieku. W Łomazach, miejscowości położonej kilkanaście kilometrów na południowy wschód od Białej znajdują się groby rodzinne Kryńskich i Barwińskich, w którym spoczywają moi rodzice. Tak się złożyło, że w 1944 roku działałem na ziemi mych przodków jako lekarz w Oddziale Lecha i I Batalionie 34 Pułku Armii Krajowej. Wielu napotkanych tam starszych ludzi pamiętało moich dziadków i dobrze ich wspominało.
Rodzice pobrali się w 1910 roku. Matka moja przed zamążpójściem pracowała jako nauczycielka i tak zwana „klasowa dama" na pensji pani Gagatnickiej, spędzając tam dnie i noce, jak Madzia Brzeska z Emancypantek Prusa. Nie miała pojęcia o gospodarstwie, więc domem w Wilnie rządziła faktycznie gosposia, Anna Towgin, Litwinka, nawiasem mówiąc nie władająca językiem litewskim. Mieli rodzice dużego, białego, niemieckiego foksteriera, Amora. Cechował go miły zwyczaj cichego podchodzenia do kogoś i rozdzierania spodni, względnie długich wówczas spódnic. Wynikały z tego kłopoty i koszty, ale Amor był wielkim faworytem ojca, więc wszystko uchodziło mu na sucho.
Na świat przychodziłem z wielkim oporem. Pięciu specjalistów z lecznicy ginekologicznej przy ulicy Czystej głowiło się jak rozwiązać ten tak trudny problem. Położnictwo w tamtych czasach nie rozporządzało takimi możliwościami jak obecnie. Pierwszego sierpnia (a dziewiętnastego lipca według obowiązującego w Wilnie kalendarza juliańskiego) 1914 roku, gdy zegary wydzwaniały godzinę szóstą po południu usłyszano mój pierwszy krzyk. W tym samym czasie w Petersburgu ambasador niemiecki wręczał cesarzowi Mikołajowi II wypowiedzenie wojny, co historycy uznają za oficjalny początek pierwszej wojny światowej.
Wobec bardzo złego stanu mej matki i nienajlepszego mego oraz bliskiego wyruszenia ojca na front w dniu drugiego sierpnia, którego jednym z patronów jest święty Stefan I, papież i męczennik z III wieku, o godzinie szóstej rano zostałem ochrzczony przez księdza Kuleszę z kościoła św. Ducha. Formalnie rodzicami chrzestnymi była kuzynka matki, Wanda Czerwińska i brat ojca, Franciszek, ale w rzeczywistości Andzia Towgin i jakiś pan, który odwiedzał żonę. Andzia zawsze twierdziła, że przed Bogiem to ona, a nie ciotka, jest moją chrzestną matką.
Ojciec wyruszył na front szóstego sierpnia. Zobaczył nas dopiero trzydziestego grudnia 1918 roku. Został szefem kolumny dezynfekcyjno-kąpielowej w Pierwszej Armii dowodzonej przez generała Pawła von Rennenkampfa. Uczestniczył w bitwie nad Jeziorami Mazurskimi, która pod koniec pierwszej dekady września zakończyła się nie tylko klęską, ale paniczną ucieczką carskiej armii. Generał Rennenkampf tak wiał, że stracił zupełnie łączność z dowodzoną przez siebie armią. Kolumna ojca była przy szpitalu polowym. Wszyscy lekarze z resztą personelu uciekli w popłochu zostawiając rannych bez żadnej opieki. Ojciec, choć nie był lekarzem szpitalnym, został z nimi. Matkę powiadomiono, że ojciec został zabity. Nie uwierzyła w to, w czym utwierdzał ją jeden z lekarzy, nawiasem mówiąc Żyd, który powiedział, że ojciec prawdopodobnie dostał się do niewoli niemieckiej.
Na początku października zarządzono ewakuację rodzin wojskowych z Wilna, do którego zbliżały się wojska niemieckie. Matka zostawiła rzeczy u znajomych i z Andzią, zabierając ze sobą Amora, wyjechała do swej ciotki, Bronisławy Sokołowskiej, do Mińska. Pod koniec roku przyszedł list przez Szwecję od ojca z niewoli. Matka z wrażenia zemdlała.
Nasz pobyt w Mińsku trwał niedługo. Niemcy posuwali się naprzód i otrzymaliśmy polecenie udania się dalej na wschód. Latem 1915 roku wyjechaliśmy do Biełgorodu do siostry mojej chrzestnej matki, Janiny Żuriary. Mąż jej, zruszczony Rumun, był inżynierem. Ciotka Janka bardzo serdecznie nas przyjęła. Wuj był w wojsku. Służbę odbywał niedaleko od Biełgorodu, więc bywał częstym gościem w domu. Bardzo mnie polubił. „Stiepańczyk" stał się jego oczkiem w głowie i darzył go większym uczuciem niż swe własne dwie córki, Halinę i Irenę. Obdarowywał mnie zabawkami. Bardzo też lubił Amora, który wyszedł cało z wielkich tarapatów tylko dzięki wujowi. A było to tak. Miejscowy policmajster szedł na imieniny w galowym mundurze. Nawinął się Amor i swoim zwyczajem rozdarł mu spodnie od dołu do pasa. Policmajster szalał. Ciotka ukryła psa, Żuriarowie zaprosili policmajstra na dobrą kolację suto zakrapianą, a matka zapłaciła z nawiązką za zniszczony mundur. Pies został ułaskawiony. Amor zdobył sobie sławę w Biełgorodzie. Mogliśmy nie zamykać mieszkania. Jak siedział w oknie, to ludzie przechodzili na drugą stronę ulicy. Matka była ogólnie znana w mieście pod nazwą "bieżenka z biełoj sobaku". Amor szalał za mną. Gdy tylko zapłakałem podnosił alarm, a w nocy podbiegał do łóżka matki lub Andzi głośno szczekając i ciągnąc za kołdrę. Matka bardzo dbała o moją higienę, a tu pewnego razu wchodzi do pokoju i widzi, jak mnie leżącego w beciku na stole Amor liże po twarzy.
W czasie naszego pobytu u Żuriarych przyjechała z Armawaru zobaczyć swego chrześniaka ciotka Wanda Czerwińska. Odwiedził nas wuj Stefan Skalski, wówczas student Politechniki Petersburskiej. Wkrótce powołany do wojska musiał studia przerwać. Po wojnie skończył prawo i został adwokatem, o czym pisałem w Kartce dwudziestej szóstej.
Wujostwo Żuriarowie w 1916 roku wyjechali do Tyflisu (dziś Tbilisi). W 1925 roku oboje zostali rozstrzelani przez bolszewików. Ich córki zabrano do sierocińca i wszelki ślad po nich zaginął.
Biełgoród leży nad Dońcem na stokach wzgórz kredowych, stąd podział na górne i dolne miasto. Najpierw zamieszkaliśmy w tym drugim, w domku garncarza. Ta część miasta była niezdrowa i wkrótce zachorowałem na malarię. Opiekujący się mną doktor Popow polecił przeprowadzić się do górnego miasta. Zamieszkaliśmy przy ulicy Kościelnej u pani Lebiediewej. Za domem zaczynały się lasy pokrywając wzgórza.
Ludność zamieszkująca wówczas okolice Biełgorodu, przeważnie narodowości ukraińskiej, była bardzo zamożna. Na rynku można było dostać pieczony drób i prosiaki. W mieście znajdował się klasztor z bardzo czczonymi relikwiami świętego. Przed relikwiami siedzieli mnisi z dużymi czarnymi kapami, na które pielgrzymi, posuwający się na kolanach, składali dary. Był też klasztor żeński, również bardzo zasobny.
Mieszkanie mieliśmy duże, więc matka wzięła na stancję dwóch uczniów z maturalnej klasy, polskich uciekinierów, Julka i Olesia. Chłopcy lubili mnie i uczyli tańczyć mazura i krakowiaka.
Matka wychowywała mnie w ogromnym kulcie nieobecnego ojca. Mieliśmy z sobą dużą fotografię korpusu oficerskiego Pułku Mołodecznieńskiego. Ojciec młody, ślicznie wyglądał w swym galowym mundurze wojskowym. Jeszcze jako bardzo mały chłopczyk umiałem pokazać na fotografii, gdzie jest "tata Kazio". Wysyłaliśmy do ojca przez Szwecję paczki. Pilnowałem, by niczego nie zapomniano zapakować.
Od najmłodszych lat bardzo lubiłem zwierzęta. Największym przyjacielem był Amor, który dawał mi się maltretować. Miałem również ukochaną kurę o imieniu Łopata, która w nocy musiała być koło mego łóżka. Bez jej obecności nie zasnąłem. W dzień, gdy się bawiłem na podwórku, Łopata nie odstępowała mnie. Posiadałem mnóstwo zwierząt z drzewa, które robił pewien uciekinier utrzymujący się z tego. Trzymałem je w okrągłym wiklinowym koszyku. Moja wyobraźnia je ożywiała i całe godziny zwłaszcza w zimie mogłem z nimi spędzać. Gdy wołano mnie na obiad, protestowałem motywując, że mam jeszcze wiele roboty w moim zwierzyńcu.
Ogromnie lubiłem, zwłaszcza w czasie posiłków, by matka mi czytała. Dostawałem dużo książeczek od ciotki Wandy. Znajdowała się wśród nich opowieść o Jasiu, chłopcu tułaczu, któremu zmarła matka na wygnaniu. Lubiłem tę książeczkę szczególnie, oblewając się łzami w czasie jej słuchania. W sąsiednim domu mieszkała wdowa, piękna Ukrainka, pani Kapa. Bardzo dobrze ją zapamiętałem ubraną w czerwony zawój na głowie. Miała córeczkę, moją rówieśnicę, Ninoczkę, która była towarzyszką mych zabaw. Językiem rosyjskim mówiłem równie dobrze jak polskim. Potem go zapomniałem i w 1940 roku uczyłem się od początku. Byłem również zaprzyjaźniony z dwójką dzieci polskich, Halinką i Stasiem Pawlakami. Do ich śmierci utrzymywaliśmy bardzo serdeczne stosunki. Pani Teofila Pawlakowa przeszła w Biełgorodzie ciężkie chwile. Mąż jej zdefraudował pieniądze. Po wykryciu sprawy popełnił samobójstwo usiłując przedtem zastrzelić żonę.
W latach mego dzieciństwa szalała pandemia szkarlatyny o bardzo wysokim wskaźniku śmiertelności. Nierzadkie były postacie piorunujące. Dziecko ginęło w ciągu kilku godzin. Taki los spotkał dwoje dzieci pani Hankiewiczowej, siostry pani Teofili. Strach przed tą chorobą spędzał sen z oczu matek na całym świecie. Mnie na szczęście ta choroba ominęła podobnie jak bardzo wówczas rozpowszechniony dyfteryt i krztusiec.
Po odjeździe Julka i Olesia matka wynajęła pokój oficerowi z osławionego potem okrucieństwami Pułku Warszawskiego, Polakowi, panu Romanowi Piotrowskiemu. Pani Kapa zakochała się w nim bez pamięci, a on nie mógł jej znieść. Powstała dramatyczna sytuacja.
W oficynie naszego domku mieszkali państwo Kacowie. On był kolejarzem. Pracował jako maszynista. Mieli dwie córki, które uczęszczały do gimnazjum. Dziewczynkom trudność sprawiał język francuski. Matka bezinteresownie ich uczyła tego języka. Lubiła też posiedzieć na ławeczce na podwórku, porozmawiać z panią Kacową. W niedalekiej przyszłości miało to odegrać poważną rolę w naszym życiu.
Do jesieni 1917 roku wszystko układało się pomyślnie. Matka za ojca otrzymywała dobrą rentę, która pozwalała na dostatnie życie i odłożenie nieco pieniędzy w banku. Ten okres mógłbym uznać za szczęśliwy, gdyby... nie pogrzeby. Przy naszej ulicy znajdował się kościół i cerkiew oraz cmentarze katolicki i prawosławny. Rosjanie mają zwyczaj wieźć nieboszczyka w otwartej trumnie na karawanie w formie platformy. Zamykają ją dopiero przed spuszczeniem do grobu. Lata na Ukrainie są upalne. Temperatura 40 stopni nie należy do rzadkości. Nic dziwnego, że zwłoki szybko ulegają rozkładowi. Sine i opuchłe robiły niesamowite wrażenie. Prowadzili pogrzeb brodaci popi w czarnych kapach. Towarzyszyły temu ponure śpiewy. Wszystkie biełgorodzkie pogrzeby defilowały przed naszym domem. Bałem się ich, a mimo to nieraz wyjrzałem przez okno. Do okresu dojrzałości te pogrzeby prześladowały mnie w snach. Śniłem otwarte trumny i gonili mnie brodaci popi.
W październiku 1917 roku wydarzył się przykry wypadek. Zostałem ugryziony przez wściekłego psa, należącego do naszych sąsiadów. Musieliśmy jechać na szczepienia do szpitala przy Instytucie Pasteura w Charkowie. Przebywały tam setki osób pokąsanych przez wściekłe psy, koty, lisy, borsuki, a nawet świnie i krowy. Była wśród pacjentów dziewczyna dosłownie oskalpowana przez wściekłą krowę. Nie udało się jej uratować. Po salach codziennie chodził lekarz polecający wypicie wody. W razie wystąpienia wodowstrętu przenoszono daną osobę do specjalnego pawilonu, skąd droga wiodła na cmentarz. Moment pogryzienia przez psa i pobyt w szpitalu utkwiły mi mocno w pamięci. Na sali, w której przebywałem z matką byłem jedynym dzieckiem, więc panie z nami mieszkające mnie rozpieszczały. Zapamiętałem panią i jej córkę, które pogryzł własny kot.
W czasie naszego pobytu w Charkowie wybuchła rewolucja październikowa. Przy ostatnim zastrzyku zdenerwowany lekarz złamał igłę. Matce skłamał, że udało mu się odłamek wydostać. W nocy dostałem bólów i matka rano zawiozła mnie do kliniki. Jako dzieckiem lekarskim zajął się mną sam profesor. Pamiętam, jak leżałem na stole i szykowano mnie do narkozy. Igła tkwiła bardzo głęboko. Profesor powiedział, że była ostatnia chwila do jej usunięcia.
Powrót do Biełgorodu wyglądał koszmarnie. Na szczęście pan Roman Piotrowski przysłał po nas żołnierza Polaka. Jechaliśmy naturalnie bez biletu w zdemolowanym zupełnie pociągu.
Nadchodziły dni, w których wydawało się, że szatan rządzi światem, w których słowo prawo nie istniało, a codziennością stały się mordy, gwałty i rabunki. Matka moja mówiła, że nawet groza drugiej wojny światowej i okupacja nie była tak przerażająca, jak ta w zimie 1917/18 roku. Te miesiące bardziej utrwaliły się w mej pamięci, niż wiele innych późniejszych wydarzeń w moim życiu.

KADRY AMG

1.10. - 31.10.1997

Z dniem 7.11.1997 r. powierzono funkcję p.o. Kierownika Katedry i Kliniki Ortopedii, do czasu rozstrzygnięcia konkursu, dr. hab. med. Stanisławowi Mazurkiewiczowi, prof. nzw.

Stopień doktora habilitowanego otrzymała:
dr n. przyr. Mirosława Szczepańska-Konkel
Na stanowisko adiunkta awansowali:
dr med. Ewa Bryl
dr farm. Agnieszka Dorosz
dr med. Hanna Jasiel-Wojculewicz
dr farm. Paweł Konieczyński
Na stanowisko starszego wykładowcy przeszli:
mgr Hanna Bednarczyk-Szulc
dr med. Leopold Glasner
mgr Elżbieta Perepeczko
mgr Stefania Sychta
Na stanowisko wykładowcy przeszła
mgr Bożena Jakimczyk
Jubileusz długoletniej pracy w AMG obchodzą:
  • 45 lat
    dr hab. n. med. Józef Jordan, prof. nzw.
  • 35 lat
    dr farm. Wanda Dembińska-Migas
  • 30 lat
    dr med. Jacek Białowąs
    dr hab. n. med. Anzelm Hoppe, prof. nzw.
    dr med. Andrzej Kucharski
    dr med. Alina Kuźmińska
    dr hab. n. med. Jerzy Landowski, prof. nzw.
    mgr farm. Halina Podfigurna
    dr hab. n. med. Marian Smoczyński, prof. nzw.
    mgr Jerzy Szymendera
    prof. dr hab. n. med. Bogdan Wyrzykowski
  • 25 lat
    Anna Budzyńska
    dr med. Ewa Marczak
    dr med. Hanna Trocha
  • 20 lat
    mgr Dorota Jachowska
    dr med. Janusz Jakitowicz
    dr n. przyr. Krystyna Szmeja
    Na emeryturę przeszła
    Stanisława Rzońca

  • KADRY PSK 1

    1.10. - 31.10.1997

    Jubileusz długoletniej pracy w PSK nr 1 obchodzą:
  • 40 lat
    Wanda Żarek
  • 35 lat
    Stanisława Chmielewska
  • 25 lat
    Halina Chmielewska
    Krystyna Choroszman
    lek. med. Grażyna Dietrich
    Alicja Liebrecht
    Zofia Nowicka
    Małgorzata Pączek
    Zofia Szafirowska
    Halina Szczygielska
  • 20 lat
    Krystyna Lubczyńska
    Mirosław Madej
    Grażyna Pyzowska
    Stanisław Rekowski
    Bożena Sabynicz
    lek. stom. Anna Szponar

  • Nadano stopień doktora

    W dniu 20 listopada 1997 r. nadano stopień doktora nauk medycznych


    I Pływacka Olimpiada Studentów I roku AMG

    W październiku po raz pierwszy w naszej Uczelni została przeprowadzona masowa impreza pływacka, której uczestnikami byli studenci I roku studiów. Inicjatywa zorganizowania tej imprezy wyszła z sekcji pływackiej KU AZS-AMG i uzyskała poparcie i pomoc w jej przeprowadzeniu od Rady Studium Wychowania Fizycznego i Sportu oraz Zarządu Środowiskowego AZS. Głównymi celami Olimpiady było sprawdzenie poziomu umiejętności pływania studentów I roku, wyłonienie kandydatów do reprezentacji naszej Uczelni na Olimpiadę Międzyuczelnianą Studentów I roku studiów w pływaniu oraz zachęcenie studentów do doskonalenia swoich umiejętności i zainteresowań pływackich w ramach sekcji pływackiej klubu uczelnianego.
    W Olimpiadzie uczestniczyło około 120 studentek i studentów reprezentujących prawie wszystkie grupy studenckie Wydziałów Lekarskiego z Oddziałem Stomatologicznym i Farmaceutycznego. Olimpiadę rozegrano w systemie spotkań reprezentacji poszczególnych grup studenckich na pływalni klubu sportowego SKS „Start" w Gdańsku. Najliczniej reprezentowany był Wydział Lekarski, najmniej reprezentacji grupowych wystawił Wydział Farmaceutyczny. W sumie odbyło się 11 meczy międzygrupowych. Sporządzona klasyfikacja końcowa Olimpiady przedstawia najlepsze pływaczki i pływaków pierwszego rocznika oraz najlepsze w pływaniu grupy studenckie.
    Najlepsze rezultaty uzyskali: Anna Jaźwińska (L-5), Elena Szumskaja (S-11), Małgorzata Wróbel (F-12), Bartłomiej Gałecki (L-4), Karol Szadejko (L-7) oraz Maciej Sulima-Gillow (L-5).
    Do reprezentowania naszej Uczelni w Olimpiadzie Studentów I roku studiów uczelni Wybrzeża zostało powołanych 20 studentek i 20 studentów. Po odbyciu wspólnych treningów zostanie ustalony ostateczny skład naszej reprezentacji.
    W br. akademickim na organizatora Olimpiady Międzyuczelnianej I roku studiów został wyznaczony Klub Uczelniany Akademii Medycznej. Organizatorem bezpośrednim jest sekcja pływacka. Olimpiada odbędzie się w dniu 1 grudnia (poniedziałek) br. o godzinie 19.30 na pływalni SKS „Start" w Gdańsku-Wrzeszczu, ul Wajdeloty 12/13. Mamy nadzieję spotkać na pływalni liczne grono przyjaciół naszych reprezentantów oraz sympatyków pływania, którzy swoim dopingiem zachęcać będą naszych studentów do zwycięstwa. Czytelnikom chciałbym przypomnieć, że w ubiegłym roku akademickim żeńska reprezentacja naszej Uczelni zajęła I miejsce.
    Obok w tabli przedstawiamy najlepsze wyniki I Olimpiady I roku AMG w pływaniu.
    Kompletne zestawienie wszystkich wyników i punktacji znajduje się na tablicy informacyjnej w Studium WFiS w Gdańsku-Wrzeszczu, ul.Hallera 107 (obok Wydz. Farm.)

    Sekcja Pływacka zaprasza wszystkich sympatyków pływania na zawody międzyuczelniane, w których uczestniczyć będą reprezentacje naszej Uczelni w grudniu 1997 roku:

    1. Liga międzyuczelniana 9 grudnia (wtorek) godz. 19.00 pływalnia AWF w Gdańsku-Oliwie, ul. Wiejska 1.
    2. Zawody korespondencyjne o Puchar ZG AZS 16 grudnia (wtorek) godz.l9.00 pływalnia AWF.
    Wiadomości z odbytych imprez pływackich przekażemy w kolejnych wydaniach naszego uczelnianego czasopisma.

    Klasyfikacja międzygrupowa
    KobietyMężczyźni
    1.S-9A260 pkt.1.L-3A269 pkt.
    2.L-1A257 pkt.2.L-4A240 pkt.
    3.L-5A159 pkt.3.L-8B189 pkt.
    4.L-2A150 pkt.4.S-9A185 pkt.
    5.L-6B145 pkt.5.L-3B175 pkt.
    6.F-9141 pkt.6.L-2A165 pkt.

    KobietyMężczyźni
    IWydział Lekarski1131 pkt.IWydział Lekarski2057 pkt.
    IIWydział Farmaceutyczny589 pkt.IIOddz.Stomatologiczny259 pkt.
    IIIOddz. Stomatologiczny505 pkt.IIIWydz.Farmaceutyczny58 pkt.

    Mgr Krzysztof Orzechowski
    trener sekcji pływackiej

    Nowy Zarząd STN

    Dnia 29.10.1997 odbyło się Walne Zebranie Studenckiego Towarzystwa Naukowego, na którym wybrano nowy Zarząd, w skład którego weszli:

    przewodniczący:
    Tomasz Stefaniak V L
    z-ca ds. finansowo-organizacyjnych:
    Magdalena Sildatke III L
    z-ca ds. naukowych:
    Tomasz Wojciechowski V L
    członkowie:
    Karolina Kondej II L,
    Mikołaj Wróbel III L.
    Zarząd STN dyżuruje w każdą środę w godzinach 14.00-15.00 w pokoju nr 3 w Klubie Medyk. W sprawach nagłych prosimy kontaktować się bezpośrednio z przewodniczącym (tel. 553-06-12) lub za pomocą e-maila (stn@amg.gda.pl). Zapraszamy także do odwiedzania strony domowej STN, dostępnej na serwerze amedec. Dostępne są tam aktualizowane informacje na temat konferencji krajowych i międzynarodowych, poczynań Zarządu itp.

    Zarząd przypomina o obowiązku zarejestrowania Studenckich Kół Naukowych. Termin rejestracji upływa 1 stycznia 1998 r. Formularze rejestracyjne można uzyskać u kol. Mikołaja Wróbla (tel. 20-23-43) lub znaleźć na stronie internetowej STN. Jednocześnie przypominamy, że zarejestrowanie Koła jest warunkiem niezbędnym do ubiegania się o finansowanie projektu badawczego; termin składania podań o finansowanie projektu badawczego mija 1.02.1998 r.

    Tomasz Stefaniak
    przewodniczący STN AMG

    Z życia Klinik i Towarzystw Naukowych

    VI Zjazd Polskiego Towarzystwa Chirurgii
    Plastycznej i Rekonstrukcyjnej

    W dniach 3-4 października 1997 r. w Bałtyckim Centrum "Orle" na Wyspie Sobieszewskiej odbył się zorganizowany przez Klinikę Chirurgii Plastycznej i Leczenia Oparzeń VI Zjazd Polskiego Towarzystwa Chirurgii Plastycznej i Rekonstrukcyjnej.
    W okresie ostatnich dwóch lat, tzn. od 1995 do 1997 Zarząd Główny Towarzystwa mieścił się właśnie w Gdańsku, a jego trzon stanowili gdańscy chirurdzy plastycy: dr med. Alicja Renkielska - prezes, lek. med. Irena Grobelny - sekretarz, lek. med. Marek Muraszko - skarbnik.

    Tematyka VI Zjazdu była następująca:

    Był to dla naszej Kliniki Zjazd szczególny, gdyż jako jego organizatorzy obchodziliśmy jednocześnie 20-lecie powstania Kliniki.
    W Zjeździe wzięło udział 200 lekarzy z Polski reprezentujących chirurgię plastyczną oraz laryngologię, chirurgię dziecięcą, szczękowo-twarzową, ortodoncję i inne specjalności o pokrewnych tematach zainteresowań. Gościliśmy także specjalistów zagranicznych, w tym doświadczonych chirurgów plastyków z obu Ameryk (Brazylii, USA i Kanady) oraz Europy (Hiszpanii i Francji).
    Obrady odbywały się równolegle w dwóch salach, program zaś był bardzo bogaty. Walne Zebranie, które odbyło się pierwszego dnia Zjazdu, wybrało nowe władze Towarzystwa; jego prezesem został prof. Kazimierz Kobus, a siedziba przeniosła się do Polanicy Zdroju. Pomimo iż obrady odbywały się od rana do wieczora, wszystkim starczało sił na wieczorne zabawy - przeciągające się długo w noc.
    Zjazd "otworzył się" bardzo elegancko i uroczyście 2 października spotkaniem koleżeńskim w Ratuszu Staromiejskim przy ulicy Korzennej, w którym udział wzięli przedstawiciele władz miasta Gdańska, Uczelni, PSK nr 1 oraz inni licznie zaproszeni goście. Następnego dnia bawiliśmy się na balu w ośrodku sobieszewskim, w czym zupełnie nie przeszkadzał nam sztorm i odcięcie wyspy od świata (przerwana łączność telefoniczna i uszkodzony most pontonowy). Natomiast drugi dzień Zjazdu zakończył się piknikiem, który z powodu sztormu musiał odbyć się pod dachem, ale za to przygrywał na nim wspaniały zespół szantowy, jedzono świeżo przyrządzone morskie ryby i popijano je doskonałym piwem.
    5 października trwał II Międzynarodowy Kurs Chirurgii Estetycznej, w doborowej obsadzie wykładowców zagranicznych, reprezentujących bardzo wysoki poziom wiedzy i fachowości. Wykłady prowadzili profesorowie J. C. Fisher i G. Rosenberg z USA, C. Conrad z Kanady, L. Ribeiro i E. Souza Pinto z Brazylii, C. Lassus i M. Jasiński z Francji oraz R. de la Plaza z Hiszpanii.
    Uczestnicy kursu i gospodarze byli bardzo zadowoleni z poziomu wystąpień, natomiast zaproszeni goście zagraniczni zachwyceni polską gościnnością, której końcowym akcentem była doskonała kolacja w bardzo gdańskiej i jednocześnie polskiej restauracji "U Kubickiego".

    dr med. Alicja Renkielska

    Wydział Farmaceutyczny AMG współorganizatorem XL Zjazdu Naukowego PTChem i SITPChem

    Bieżący rok obfitował w szczególnie istotne wydarzenia naukowe i kulturalne z okazji 1000-lecia miasta Gdańska. Kilka z nich zasługuje niewątpliwie na uwagę, bowiem dotyczą udziału naszej Uczelni w organizacji prestiżowych konferencji naukowych.
    Ostatnio godnym odnotowania milenijnym wydarzeniem naukowym był XL Zjazd Naukowy Polskiego Towarzystwa Chemicznego i Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Przemysłu Chemicznego, który odbył się w dniach 22-26 września w Gdańsku. Był to niewątpliwie jeden z najliczniejszych w historii zjazdów, bowiem wzięło w nim udział około 1500 uczestników, w tym wielu wybitnych specjalistów z zagranicy. O randze tego wydarzenia naukowego świadczy fakt wygłoszenia jednego z wykładów plenarnych przez prof. P. H. L. Walter’a, prezesa elekta Amerykańskiego Towarzystwa Chemicznego. Cieszy fakt integracji trzech gdańskich uczelni, tj. Politechniki Gdańskiej, Uniwersytetu Gdańskiego oraz naszej Alma Mater w dziedzinie organizacji tak doniosłego wydarzenia naukowego. Należy uznać współpracę między uczelniami Trójmiasta za niezmiernie cenną, która zaowocowała interesującymi, charakteryzującymi się wysokim poziomem naukowym referatami zaprezentowanymi przez przedstawicieli naszej społeczności akademickiej. JM Rektor, prof. Zdzisław Wajda, uświetnił rangę konferencji wchodząc w skład Komitetu Honorowego. W organizacji Zjazdu brały udział: Wydział Chemii Uniwersytetu Gdańskiego, Wydział Chemiczny Politechniki Gdańskiej oraz Wydział Farmaceutyczny AMG. W skład 9-osobowego Komitetu Organizacyjnego wchodził prof. Piotr Szefer, który jednocześnie był współprzewodniczącym Sekcji Chemii Analitycznej; współprzewodniczącym Sekcji Chemii Medycznej i Farmaceutycznej był prof. Roman Kaliszan. Przewodniczącymi niektórych sesji oraz zaproszonymi wykładowcami byli również reprezentanci Wydziału Farmaceutycznego AMG.

    prof. Piotr Szefer

    VII Polsko-Hiszpańskie Sympozjum Chirurgii Dziecięcej Gdańsk 03-05.10.1997 r.

    Sympozja te mają już swoją 15-letnią tradycję i odbywają się regularnie co 2 lata na przemian w Polsce i w Hiszpanii dzięki umowie Polskiego i Hiszpańskiego Towarzystwa Chirurgów Dziecięcych. Przyczyniają się one do owocnej wymiany doświadczeń na polu zawodowym oraz utrwalania tradycji współpracy między Polską i Hiszpanią w zakresie chirurgii dziecięcej i poznania wzajemnego dziedzictwa kulturowego.
    Obecne sympozjum wpisane w kalendarium naukowych obchodów tysiąclecia miasta Gdańska odbyło się w dniach 03-05 października 1997 roku i poświęcone było chirurgii wątroby oraz przewodu pokarmowego, jak i tematyce wolnej - głównie laparoskopii, onkologii dziecięcej, oparzeniom i wadom rozwojowym wymagającym pilnej interwencji. Z racji przeniesienia siedziby Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Chirurgów Dziecięcych do Gdańska naszej Klinice przypadł zaszczyt zorganizowania tego sympozjum.
    Uroczyste otwarcie sympozjum odbyło się w Dworze Artusa. Swoją obecnością zaszczycili je przedstawiciele: władz miasta w osobach wiceprezydenta Tomasza Sowińskiego i sekretarza Andrzeja Jankowskiego oraz władz naszej Uczelni w osobach JM Rektora prof. Zdzisława Wajdy i prodziekana prof. Jana Skokowskiego.
    Uroczystość powitalna w Dworze Artusa, jak i 2-dniowe obrady odbywały się wyłącznie w języku angielskim. Słowa powitalne do przybyłych chirurgów z Madrytu, Cordoby, Santiago de Compostela, Barcelony i innych miejscowości, jak i do licznie przybyłych kolegów z Polski - w tym wielu profesorów i ordynatorów, wygłosili między innymi Wiceprezydent Gdańska, Rektor AMG oraz przewodniczący komitetu organizacyjnego, a zarazem prezes Polskiego Towarzystwa Chirurgów Dziecięcych prof. Czesław Stoba. Ze strony Hiszpanów słowa powitania wygłosił dr Casasa z Barcelony.
    Po wygłoszeniu przemówień odbył się wykład na temat historii Dworu Artusa i rekonstrukcji znajdującego się w nim zabytkowego pieca kaflowego.
    Wystrzał z felukki po wystąpieniu wiceprezydenta Sowińskiego był sygnałem otwarcia sympozjum.
    Zakończeniem części oficjalnej był występ bałtyckiego kwintetu instrumentów dętych z Filharmonii Gdańskiej. Po zakończeniu części oficjalnej odbył się lunch dla wszystkich gości w restauracji Palowa.
    Dwa kolejne dni spędzono pracowicie na obradach w Sali Białej Ratusza Głównomiejskiego, które poświęcone były wymianie doświadczeń na temat wybranych zagadnień chirurgii dziecięcej. Przyczyniły się one wydatnie do pogłębienia wiedzy w tym zakresie.
    W czasie swego 5-dniowego pobytu goście mieli także okazję zapoznać się z pięknem naszego grodu, Szwajcarii Kaszubskiej, a także zwiedzili Frombork, Zamek w Malborku, Półwysep Helski, jak i Mazury, gdzie goszczeni byli przez kolegów z Olsztyna.
    Całość pobytu upłynęła w bardzo przyjacielskiej atmosferze. Otrzymaliśmy liczne listy dziękczynne zarówno z kraju, jak i zagranicy, w których podkreślano wspaniałą gościnność i miły nastrój tego spotkania, poziom naukowy prezentowanych prac, dobrą organizację obrad, wysoki poziom dyskusji oraz dobre przygotowanie organizatorów do prezentacji audiowizualnych. Prace wygłoszone w czasie Sympozjum zamierzamy opublikować w czasopiśmie Surgery in Childhood International.

    prof. Czesław Stoba

    XVIII Krajowy Zjazd Polskiego Towarzystwa Historii Medycyny i Farmacji Gdańsk 26-28.09.1997 r.

    Członkowie PTHMiF na zjeździe we Wrocławiu w 1994 r. zdecydowali, że następne spotkanie odbędzie się w Gdańsku w 1997 r. z okazji milenium Gdańska.
    Nieliczny Komitet Organizacyjny pod kierownictwem prof. dr. Zbigniewa Machalińskiego (sekretarz - dr Zbigniew Kamiński oraz dr hab. Krystyna Raczyńska i mgr farm. Jerzy Nacel) musiał pokonać wiele trudności, (szczególnie finansowych).
    Udział w zjeździe zgłosiło około 120 lekarzy, farmaceutów i przedstawicieli nauk humanistycznych z całej Polski, a także Białorusi, Litwy, Niemiec, Nigerii, Rosji, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. W Komitecie Honorowym uczestniczyli: Rektor AMG prof. Zdzisław Wajda, metropolita gdański ks. abp Tadeusz Gocłowski, wojewoda gdański mgr Henryk Wojciechowski, prezydent Gdańska mgr Tomasz Posadzki, prezydent Sopotu Jan Kozłowski i przewodniczący GTN prof. Marek Latoszek.
    Na miejsce obrad wybrano Wojskowy Dom Wypoczynkowy w Sopocie, gdzie również mieszkała większość uczestników. Podczas otwarcia zjazdu w dniu 26.09.1997 r. prorektor ds. nauki prof. Jerzy Krechniak przekazał uczestnikom serdeczne pozdrowienia od rektora AMG i władz Uczelni oraz wręczył pięciu zasłużonym historykom nauk medycznych Medale Pamiątkowe AMG. Także Prezydent Sopotu serdecznie powitał gości.
    Po referacie Dzieje medycyny w Gdańsku przygotowanym przez prof. Eugeniusza Sieńkowskiego i dr hab. Krystynę Raczyńską rozpoczęły się obrady w 3 sekcjach: Medycyna w Gdańsku i na Pomorzu Nadwiślańskim; Dzieje i rozwój medycyny w Wilnie i na Wileńszczyźnie; Varia.
    Spośród 82 referatów 8 wygłosili pracownicy AMG, a prof. Zbigniew Machaliński przewodniczył 1 sesji. W drugim dniu obrad odbyło się także Walne Zebranie PTHMiF, na którym wybrano Zarząd Główny (prezesem został prof. Janusz Kapuścik, dyrektor Głównej Biblioteki Lekarskiej).
    Uczestnicy zjazdu mogli także obejrzeć dwie wystawy związane z historią nauk medycznych: ekslibrisów (mgr H. Bojczuk z Warszawy) i medali (dr B. Filipek z Gdyni).
    Ciepła i słoneczna pogoda umożliwiła gościom zjazdu krótki odpoczynek nad morzem (ośrodek jest położony 50 m od plaży). Okazją do kontaktów towarzyskich była też uroczysta kolacja. Około 30 osób pozostało w Sopocie jeszcze 1 dzień i w dniu 28.09.1997 r. zwiedzało Trójmiasto (port gdyński i zabytki Głównego Miasta w Gdańsku) z fachowym przewodnikiem PTTK (niżej podpisany).
    Organizację zjazdu ułatwiła pomoc sponsorów. Następne spotkanie zaplanowano w Poznaniu w 2000 r.

    dr farm. Zbigniew Kamiński

    Wizyta w Gdańsku prof. Maurice J. Webba

    Wizyta w Gdańsku prof. Maurice J. Webba - kierownika Kliniki Chirurgii Ginekologicznej Mayo Clinic Rochester Minnesota USA

    W ramach obchodów milenium Gdańska w dniach 24-28 września 1997 roku gościem naszej Akademii był kierownik Kliniki Chirurgii Ginekologicznej Mayo Clinic Rochester Minnesota prof. Maurice J. Webb wraz z Małżonką. Profesor Webb jest obecnie jednym z najwybitniejszych autorytetów w dziedzinie chirurgii ginekologicznej, a zwłaszcza operacyjnego leczenia nowotworów narządu rodnego.
    25 września 1997 roku profesor Webb gościł w Instytucie Położnictwa i Chorób Kobiecych Akademii Medycznej w Gdańsku. Po zapoznaniu się z zespołem lekarskim i organizacją pracy naszego Instytutu, odbył się wspólny obchód oraz prezentacja i konsultacja wybranych przypadków chorych. W trakcie wizyty był też czas na indywidualne spotkania i dyskusje.
    W tym samym dniu odbyło się spotkanie JM Rektora prof. Zdzisława Wajdy z prof. M. J Webbem, w trakcie którego prof. Webb został uhonorowany Medalem Akademii Medycznej w Gdańsku. Następnie prof. Webb zwiedził Klinikę Kardiochirurgii i spotkał się z jej kierownikiem prof. M. Narkiewiczową.
    Wielkie wrażenie na naszych gościach wywarło wieczorne zwiedzanie gdańskiej Starówki, widok z wieży Bazyliki Mariackiej i spacer malowniczymi uliczkami. Wieczór zakończył się kolacją w restauracji "U Kubickiego".
    W dniu 26.09.1997 roku odbyła się uroczysta sesja Gdańskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego w Grand Hotelu w Sopocie, sponsorowana przez firmę Organon.
    W trakcie sesji prof. Webb wygłosił referat pod tytułem Prevention and management of injuries to the urinary tract during gynecologic surgery. W swoim wystąpieniu przedstawił przyjęte w Mayo Clinic metody zapobiegania powikłaniom urologicznym, będących następstwem operacji ginekologicznych i położniczych oraz wybrane sposoby operacji naprawczych. W trakcie żywej dyskusji Profesor przedstawił również własne poglądy na wiele wybranych problemów ginekologii operacyjnej, między innymi na temat zastosowania technik endoskopowych w onkologii ginekologicznej. Było to spotkanie niezwykłe, bo umożliwiło nam bezpośredni kontakt z wybitnym autorytetem, reprezentującym wiodącą w świecie instytucję medyczną.
    Wierzymy, że jest to początek bliższej współpracy między ginekologami z Mayo Clinic i Akademii Medycznej w Gdańsku.

    prof. Jerzy Mielnik
    dr Dariusz Wójcik
    lek. med. Jerzy Łozyk

    TOWARZYSTWA

    Polskie Towarzystwo Neurologów Dziecięcych Regionalny Oddział Gdański
    zawiadamia o zebraniu w dniu 3 grudnia o godz. 12.00 w bibliotece Katedry Neurologii bud. 15, I piętro. Program posiedzenia:

    1. Znaczenie badań elektroencefalograficznych w diagnostyce i terapii padaczki dziecięcej - dr med. Z. Lubińska-Wyrzykowska, dr med. B. Mańkowska
    2. Zawodność i ograniczenie badań elektroencefalograficznych w diagnostyce padaczki - dr U. Robaszewska
    3. Wady i zalety aparatów cyfrowych - dr M. Szatanik

    Polskie Towarzystwo Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych
    oraz firma Pasteur Merieux zaprasza na zebranie naukowo-szkoleniowe
    w dniu 10 grudnia o godz. 11.00 do sali wykładowej im. Prof. W. Bincera, ul. Smoluchowskiego 18.
    W programie:

    Polskie Towarzystwo Dermatologiczne
    Oddział Gdański
    zawiadamia, że posiedzenie naukowo-szkoleniowe odbędzie się 10 grudnia o godz. 11.00 w budynku NOT. W programie:
    1. Stare bakterie, nowe problemy - gronkowce - dr n. med. A. Samet
    2. Preparaty firmy Solco Basel i August Wolf w praktyce dermatologicznej - dr med. A. Wilkowska, prof. H. Szarmach
    3. Solco Basel - terapia przerywana sterydami i obojętne podłoża - dr M. Owczarek
    Polskie Towarzystwo Ginekologiczne
    Oddział Gdański
    zawiadamia, że posiedzenie szkoleniowo-naukowe odbędzie się w dniu 12 grudnia o godz. 10.00 w sali wykładowej Instututu Położnictwa i Chorób Kobiecych AMG, ul. Kliniczna 1a. W programie:
    1. Zastosowanie technik radioizotopowych w Klinice Ginekologii - dr med. P. Lass
    2. Wieloletnia obecność ciała obcego w bliźnie po nacięciu krocza - lek. med. S. Łapińska, lek. med. M. Tokarska, prof. J. Emerich, dr med. A. Sobol
    3. Sprawozdanie z VI Światowego Kongresu IGCS Fukuoka Japonia - prof. J. Emerich, lek. med. T. Konefka
    4. Duomox - nowoczesny i bezpieczny antybiotyk - lek. med. M. Modelska-Bozio, Yamanouchi
    5. W trosce o dobre samopoczucie kobiety - leki firmy Medagro - mgr R. Nowak

    Polskie Towarzystwo Pediatryczne
    Oddział Gdański
    zaprasza na posiedzenie naukowo-szkoleniowe, które odbędzie się 16 grudnia o godz. 11.15 w sali wykładowej Wojewódzkiego Szpitala im. M. Kopernika w Gdańsku,
    ul. Nowe Ogrody 1-6. W programie:

    1. Toczniowe zapalenie nerek - dr dr Z. Gockowska, I. Leśniewska, I. Zagożdżan, M. Rudziński, Klinika Nefrologii Instytutu Pediatrii AMG
    2. Firma farmaceutyczna Bochringer i Sanofi Biocom

    Polskie Towarzystwo Neurologiczne Oddział Gdańsko-Elbląski
    oraz Oddział Neurologii Szpitala Srebrzysko
    zapraszają na zebranie naukowo-szkoleniowe w dniu
    17 grudnia o godz. 11.00 do sali konferencyjnej Szpitala Srebrzysko, bud. 4. W programie:

    1. Nowoczesne leczenie neuropatii
    2. Diagnostyka zespołu cieśni nadgarstka
    3. Zespół Alcocka

    Polskie Towarzystwo Higieniczne
    Oddział Gdański
    zaprasza na zebranie w dniu 18 grudnia o godz. 12.00,
    do budynku pralni, ul. Dębowa 17. Mgr E. Sieradzan wygłosi referat Bariera sanitarna w pralniach szpitalnych na przykładzie Centralnej Pralni AMG

    Poezje, dr Krzysztof Sworczak

    dr Krzysztof Sworczak

    W Lipinkach
    
    Cisza się skrada
    na palcach w ogrodzie
    Jakby się promyk
    przezsrebrzył po wodzie 
    liście umilkły
    na zamarłych drzewach 
    i nikt nie woła
    nie kocha
    nie śpiewa
    Cisza jest moja
    choć trudna i ciężka 
    Cisza jest we mnie
    Ona zwycięża
    
    Spotkanie
    
    Tyle pięknych słów 
    nagromadziłem
    Tyle marzeń
    mam Ci do powiedzenia
    A Ty
    słuchasz mnie
    tak nieuważnie
    tak od niechcenia
    

    O AMG, zdrowiu i służbie zdrowia - NA ŁAMACH PRASY

    Lekarz zbadał Memlinga
    Oryginalny doktorat w AMG

    W Zakładzie Anatomii Klinicznej w Gdańsku powstał bardzo oryginalny pomysł zanalizowania obrazu przez lekarza.
    W piątek, 14 listopada w sali im. Rydygiera przy Akademii Medycznej w Gdańsku odbyła się obrona pracy doktorskiej asystenta kliniki chirurgii plastycznej Jerzego Jankaua, zatytułowanej "Ocena anatomiczna wybranych postaci z obrazu Hansa Memlinga "Sąd Ostateczny".
    Temat bardzo oryginalny dla lekarza. Jerzy Jankau, uzdolniony plastycznie młody chirurg, doskonale przedstawił swoją, bardzo nowatorską analizę obrazu. Obrazu, który przez wieki fascynował, lecz nigdy dotąd nie był badany przez medyków.
    Celem pracy były, między innymi: porównanie budowy ciała mężczyzny i kobiety na obrazie z danymi współczesnej anatomii prawidłowościowej i czynnościowej, poddanie analizie zależności między cechami morfologicznymi, a zamierzoną przez autora ekspresją różnych stanów emocjonalnych oraz ocena anatomo-porównawcza postaci diabłów.
    Badania prowadzono w oparciu o kopię obrazu i specjalnie wykonane fotografie - polegające na wykadrowaniu poszczególnych postaci i zestawieniu ich z postacią żywego modelu w tej samej postawie. To umożliwiło udowodnienie, iż niektóre pozy na obrazie są nienaturalne, niezgodne z regułami anatomicznymi.
    Dr Jankau wykazał, że budowa ciała wszystkich postaci, bez względu na płeć jest bardzo podobna, co sugeruje niewielką liczbę modeli wykorzystanych przez Memlinga. Postaci są szczupłe o smukłych sylwetkach, dojrzałych twarzach i podobnym - ciemnym kolorze włosów. Elementem różnicującym, obok narządów płciowych, które u mężczyzn przedstawione są w postaci szczątkowej, jest wydatnie zaznaczona jama brzuszna u kobiet. Piersi kobiet z obrazu pozbawione są zmysłowości, mają ten sam, miseczkowaty kształt. Wśród 184 postaci występujących na obrazie dr Jankau nie stwierdza żadnych anomalii chorobowych, np. tarczycy.
    Postaci diabłów są natomiast połączeniem cech ludzkich z różnymi gatunkami zwierząt, ptaków, owadów, co świadczy o doskonałości obserwacji natury oraz bogatej fantazji Memlinga. Podsumowując swoją pracę, autor doszedł do wniosku, że wybrane przez niego postaci są dobrym materiałem do podjęcia badań anatomicznych. Obraz oglądany jest z perspektywy lekarza, a wytknięcie poważnych błędów anatomicznych popełnionych przez Memlinga w niczym nie umniejsza wartości dzieła.
    W uroczystości wziął także udział ks. prałat Stanisław Bogdanowicz - proboszcz Bazyliki Mariackiej, która jest prawowitym właścicielem obrazu. Ks. Bogdanowicz podziękował promotorowi za zaakceptowanie pomysłu, doktorantowi za nowatorskie prowadzenie pracy i życzył dalszych sukcesów.

    Joanna Wąsowska
    Gazeta Wyborcza 17.11.97

    Chorzy czują się dobrze?

    Anestezjolodzy twierdzą, że ich protest nie jest wymierzony w pacjentów. Jednak fakt, że przy okazji strajku media rzadko mówią o cierpieniu chorych, nie oznacza, że tego cierpienia nie ma - pisze Teresa Bogucka.
    Telewizyjne "Wiadomości" od paru dni pokazują mapkę pt. "Protest anestezjologów". Mapka obrazuje postęp owego protestu, który ogarnia na naszych oczach kolejne województwa - posuwa się, jak co? - jak pożar? potop? Co właściwie telewizja chce widzom zakomunikować - że dzieje się i narasta coś ciekawego? Albo może coś złego? Widz, który chciałby poznać istotę przekazu, może sięgnąć po gazety, ale po prawdzie, niewiele więcej się dowie. Jest zadziwiającym zjawiskiem, że w kwestii protestu lekarskiego powstał bardzo szybko język opisu, który w doskonały sposób pomija istotną część rzeczywistości. Jest on barwny i bogaty, jeśli idzie o skandalicznie niskie płace anestezjologów, o ich zawodową i życiową sytuację. Jest powściągliwy, ostrożny, a co najciekawsze dziwnie sformalizowany, jeśli idzie o sytuację, w jakiej znaleźli się pacjenci. Czy oni w ogóle znaleźli się w położeniu szczególnym? Co kryje się za formułami: protestujący anestezjolodzy znieczulają tylko w wypadku zagrożenia życia; pracują jak na ostrym dyżurze; głodują i kiedy już opadają z sił, kładą się na szpitalnych łóżkach; nie odbywają się operacje planowe.

    Nikt się nie skarży
    Co to znaczy dla chorych - jakich przypadków się nie znieczula? Co to za operacje, które można odkładać na tygodnie? Co się dzieje, gdy wszyscy głodujący przechodzą na zwolnienie - kto wtedy znieczula w wypadkach zagrożenia życia? Jakiś łamistrajk? Pięknoduch, który pamięta treść przysięgi Hipokratesa?
    Anestezjolodzy twierdzą, że ich protest nie jest wymierzony w pacjentów. Jeśli to prawda, ich akcja jest jedynie teatralną demonstracją, która uzmysławia sytuację grupy, ale nie wymusza na administracji natychmiastowych działań. Dziennikarze telewizyjni chyba przyczyniają się do rysowania takiego obrazu - co pewien czas informacje z anestezjologicznego frontu kończą podetkaniem mikrofonu pacjentom szpitala i zapytaniem, co sądzą o strajku, a oni nie mają żadnych zastrzeżeń i popierają racje lekarzy. Ostatnio zapytano rzecznika praw obywatelskich, czy pacjenci się skarżą. Otóż nie, nie wpłynęła ani jedna skarga [...]

    Wszystko albo nic Lekarze zawsze przynależeli do warstwy inteligencji, a ta nie miała we krwi umiejętności strajkowania w obronie własnych interesów. Anestezjolodzy pragnąc porzucić wzorzec Judyma i zostać zwykłymi fachowcami sięgnęli po formę strajku. Strajki polegają jednak po pierwsze na tym, że uderzają w czyjeś interesy, po drugie - protestujący ponoszą jakieś konsekwencje swych działań, po trzecie - istnieją pewne naturalne granice, które sprawiają, że nie gra się o to, czyje na wierzchu, ale kalkuluje w negocjacjach optymalne rozwiązanie. Nie opłaca się żądaniami narażać swego zakładu na bankructwo, nie opłaca się zniechęcić klientów, bo wybiorą innego wytwórcę.
    Od tego właśnie są związki zawodowe, żeby wiedzieć, gdzie te granice są, i wypertraktować to, co możliwe - żeby np. z żądania 6 proc. podwyżki zejść na 4,28. Strajk podejmowany w przeświadczeniu, iż nie powoduje żadnych szkód ani nie grozi uczestnikom konsekwencjami, zawsze wynosi na czoło radykałów, ludzi, dla których kompromis jest osobistą klęską, o czym wiedzą robotnicy wielu upadłych zakładów. W wypadku strajku anestezjologów powstała ta dziwna powszechna umowa, iż nie pociąga on żadnych szkodliwych konsekwencji. Dla nikogo. A to sprawia, że nie ma żadnego powodu do szukania kompromisów, nie ma minimalnego kredytu zaufania dla nowego rządu, nie ma motywu, by policzyć, jakie pieniądze i kiedy są możliwe. Ma być 100 proc. Wszystko albo nic. Już. Może więc warto uświadomić sobie, że to, iż nie mówi się o strachu i cierpieniu chorych, nie znaczy, że go nie ma.

    Gazeta Wyborcza 14.11.97

    Kraksa zdrowia

    Minister zdrowia: To katastrofa, nie ma pieniędzy.
    Lekarze: Tak, to katastrofa. My też pieniędzy nie mamy.

    W sobotę minister zdrowia Wojciech Maksymowicz spotkał się z przedstawicielami związków i samorządów służby zdrowia. Spotkanie trwało niecałą godzinę.
    - Stan finansowy ochrony zdrowia jest tragiczniejszy, niż sobie wyobrażaliśmy. Mimo deklaracji poprzedniego rządu zadłużenie sięga 3 mld zł. Jedynym rozwiązaniem jest reforma - oświadczył minister. "Niemożliwe do spełnienia postulaty" nazwał "działaniem przeciw reformie systemu ochrony zdrowia". Lekarze odpowiadają: - O tym, że pieniędzy nie ma, wszyscy wiedzą od dawna. Trzeba jednak coś zrobić. Bo jeśli minister tego nie zrobi, to kto?
    - Minister pytanie na temat reformy pozostawił bez odpowiedzi - mówi Mariusz Piechota, szef Związku Zawodowego Anestezjologów. - Jeśli minister oczekuje współpracy od nas, to powinien choć w zarysie powiedzieć, jakie ma docelowe rozwiązania i kiedy je wprowadzi. Tymczasem nie dano nam nawet nadziei.
    Protest w formie głodówki lub pracy tylko przy operacjach ratujących życie podjęły już 44 regiony związku.
    Nieoficjalnie mówi się, że anestezjolodzy są przygotowani do zwalniania się z pracy. W najbliższych dniach zdecydują, co dalej z protestem.
    Podobnie Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy, który czekał na propozycje nowego rządu, zbierze się w tym tygodniu, aby omówić dalszy plan działania.
    - Reforma musi zacząć się od jakiejś specjalizacji. Mieli to być anestezjolodzy. Prawie wszyscy lekarze, wszystkich specjalności, są u nas w szpitalu zdecydowani na głodówkę. Okazuje się, że ten protest nie obchodzi nikogo poza tymi, którzy nie zostali zoperowani - mówił dr Rafał Taczanowski, neurochirurg z warszawskiego szpitala Bródnowskiego. - Minister powiedział, że to katastrofa, bo nie ma pieniędzy. Dla nas to też katastrofa, my też nie mamy pieniędzy.
    Lekarze oczekiwali, że minister przedstawi im projekt zmiany budżetu ochrony zdrowia na 1998 r. Tymczasem okazało się, że prace nad budżetem przeciągnęły się. - Mógł nam przedstawić chociaż różne warianty albo odwołać spotkanie - mówił Andrzej Jacyna z sekretariatu ochrony zdrowia "Solidarności". Dodał, że pilotażowe kontrakty między dyrektorami szpitali a anestezjologami miały być testem reformy.
    - Na kontrakty przejdzie pewnie 1/3 anestezjologów, czyli ok. 1000. Mówienie, że nie ma pieniędzy dla nich, jest chyba nieprawdą - mówił Jacyna. "S" na razie nie mówi o proteście. Czeka na rządowe zmiany w budżecie. Minister zdrowia zobowiązał się "przedstawić wkrótce konkrety po wewnętrznych konsultacjach w rządzie".

    MONTY
    Gazeta Wyborcza 17.11.97

    przygotowała
    dr Emilia Mierzejewska



    powrot do poprzedniej strony   || powrot do strony  glownej AMG